W okowach nauki i pseudonauki. Blog Kazimierza Jodkowskiego

Czy nauka może wykryć inteligentny projekt?

Kazimierz Jodkowski

Czy nauka może wykryć inteligentny projekt?

 

 

W internetowym czasopiśmie Sapientia ukazały się wypowiedzi kilku uczonych i filozofów na temat możliwości wykrywania inteligentnego projektu przez nauki przyrodnicze. [1] Jednym z nich był Stephen C. Meyer, filozof nauki i dyrektor Centrum Nauki i Kultury w Discovery Institute (Seattle, Washing­ton). Discovery Institute jest głównym think tankiem teorii inteligentnego projektu. Wypowiedź Meyera pod nieco zmienionym tytułem ukazała się na prowadzonym przez Discovery Institute portalu Evolution News & Science Today.

Do czasów Darwina (I połowa XIX wieku) biologowie uważali, że widzą w przyrodzie skutki aktywności inteligentnego projektanta postrzegając piękno budowy organizmów żywych, ich złożoność oraz bardzo pomysłowe przystosowanie do środowiska. Ale Darwinowi udało się zmienić to na­sta­wienie. Odwołał się do bardzo prostego mechanizmu – przypadkowej zmienności organizmów oraz doboru naturalnego, który pozostawia przy życiu organizmy lepiej przystosowane do środowiska. W ten sposób – twierdził – da się wyjaśnić całą różnorodność przyrody ożywionej bez odwoływania się do kierującej tymi zmianami inteligencji. Następcy Darwina nieco modyfikowali przedstawiony przezeń mechanizm, ale istota jego wyjaśnienia pozostała bez zmian.

Meyer zwraca uwagę, że Darwin wyjaśniał pochodzenie nowych form życia wyprowadzając je z wcześniej istniejących organizmów. Ale nie wyjaśniał, skąd się wziął podstawowy składnik organizmu – komórka. Miał pewne przypuszczenia, że życie powstało w jakimś małym ciepłym bajorku pod wpływem działania ciepła, światła i elektryczności, ale nie ośmielił się tego przypuszczenia wyrazić w jakiejś publikacji. Wyraził je w prywatnym liście do swojego przyjaciela i kolegi Josepha Hookera (1 lutego 1871). [2] To przypuszczenie ewolucjoniści próbują od półtora wieku uzasadnić.

W połowie XX wieku wydawało się, że już, już… wkrótce się uda. W znanym eksperymencie Stanley Miller pokazał, że w atmosferze o pewnym składzie wyładowania elektryczne wywołują powstawanie niektórych amino­kwasów czyli składników białek. Od tego odkrycia minęły kolejne 3/4 wieku i postępu nie ma. Nie jest pewne, czy atmosfera na pierwotnej Ziemi była właśnie taka, jak założył Miller, otrzymane aminokwasy były zarówno prawo– jak i lewoskrętne, a życie używa jedynie tych drugich. Nieznany jest fizyczny mechanizm, który pozwoliłby rozdzielić obie te formy.

Największym jednak problemem było odkrycie struktury i funkcji DNA, którego dokonano w tym samym czasie, w którym Miller przeprowadzał  swoje eksperymenty. James Watson i Francis Crick odkryli, że cząsteczka DNA – kwasu deoksyrybonukleinowego – przechowuje informacje o kolejności aminokwasów w różnych białkach. Informacja ta jest zapisana przy pomocy „liter” zbudowanych przy pomocy czterech nukleotydów. Każda „litera” wskazująca na konkretny aminokwas składa się z trzech spośród owych czterech nukleotydów, jest tzw. trypletem nukleotydów. Tryplety nukleotydów są tzw. kodonami, bo kodują (najczęściej) określony aminokwas. Parę trypletów nie koduje żadnego aminokwasu, ale pełnią inną ważną funkcję. Kolejność kodonów w DNA odpowiada kolejności aminokwasów w białkach. Informacja zawarta w DNA jest przepisywana (transkrypcja) na RNA (podobny do DNA kwas rybonukleinowy), a następnie ta przepisana informacja z RNA podlega tłumaczeniu (translacji) w rybosomach na białko. Proces syntezy białek jest dużo bardziej złożony, na różnych etapach korzysta on z rozmaitych enzymów, a także z rybosomowego RNA, transportującego RNA i tzw. mikroRNA, białek opiekuńczych itd.

Kodujące części DNA są więc instrukcjami, jak budować białka. Komórka przetwarza tę informację syntetyzując białko. Ale jak powstał ten mechanizm? I jak powstał  sam kod genetyczny (przyporządkowanie kodonów konkretnym amino­­­kwa­som)? Prawa przyrody nie wyznaczają tego kodu. Mógłby on wyglądać inaczej – aminokwasy mogłyby być wyznaczane przez inne kodony niż obecnie. Jest tak jak z alfabetem używanym przez ludzi. Słowo „mama” inaczej przeczyta (i inaczej będzie je rozumiał) Polak, a inaczej Rosjanin. To, jak czytać daną literę lub co znaczy dane słowo, jest sprawą umowną, konwencjonalną. Oczywiście, w przypadku języków naturalnych najczęściej nie było tak, że zbierali się ludzie i umawiali się, co znaczą słowa. Znaczenia słów ustalano spont­anicznie, zwyczajowo, chociaż są też i takie przypadki (dotyczy to na przykład terminów naukowych i technicznych), że mamy do czynienia ze świadomie podejmowanymi decyzjami.

Zdaniem Meyera istnieje uderzająca analogia między językiem naturalnym a kodem genetycznym. Gdy archeologowie odkrywają starożytne hieroglify, traktują je jako słowa używane i zapisywane przez istniejących przed wiekami skrybów, którzy w ten sposób przekazywali jakąś informację. Pracownicy programu SETI poszukują śladów inteligencji pozaziemskich w sygnałach elektromag­netycz­nych. Jak dotąd nie odkryto żadnych takich śladów, ale uczeni są pewni, że ślady takie mogą istnieć, o ile tylko istnieją cywilizacje kosmiczne, które zdecydowały się informować o swoim istnieniu. Meyer zwraca uwagę, że to, co odkrywają archeologowie w starożytnych hieroglifach i to, czego szukają zwolennicy SETI, ma dokładną analogię z tym, co odkryto w komórce. Tu też istnieje zakodowana informacja o charakterze analogicznym do informacji językowej.

Informacja ta ma charakter wyspecyfikowany. Pojęcie specyfikacji jest kluczowym terminem technicznym teorii inteligentnego projektu. Dotychczas kreacjoniści ograniczali się do wskazywania niewielkiej szansy przypadkowego powstania rozmaitych struktur biologicznych. Teoretycy ID podkreślają jednak, że do wniosku o inteligentnym źródle informacji nie wystarczy wiedza, że informacja cechuje się małym prawdopodobieństwem spontanicznego (czyli nieinteligentnego, np. przypadkowego) powstania. Musi to być jeszcze informacja specyficzna, charakteryzująca się takim, a nie innym układem elementów, z których zbudowany jest nośnik tej informacji.

Na przykład układ atomów, z których zbudowany jest Giewont, ma niezwykle niskie prawdopodobieństwo swego powstania. Ale w układzie tym nie ma niczego specyficznego. Gdybyśmy zamienili wzajemne położenie milionów atomów z góry Giewont, nadal mielibyśmy Giewont. Specyficzny układ elementów to jeden lub stosunkowo niewiele układów spośród olbrzymiej ilości możliwych układów. Przypadkowo mogą powstać pewne układy rzeczy niosące jakąś informację. Na przykład dwa odcinki przecinające się pod katem prostym są znakiem krzyża. Ale w stodole, w której przechowuje się zboże, na pewno można znaleźć dwie słomki tak ułożone. Jest to układ specyficzny, ale jego powstanie jest zbyt prawdopodobne (zwłaszcza w stodole!), byśmy mogli być pewni, że powstał  wskutek działania inteligencji. Wniosek o inteligentnym projekcie jest wiarygodny, gdy dotyczy informacji zarówno wyspecyfikowanej, jak i niezwykle mało prawdopodobnej.

Po czym poznać, czy mamy do czynienia z wyspecyfikowaną informacją? Sprawa ta, moim zdaniem, nie jest dobrze rozwiązana w teorii inteligentnego projektu. Meyer dal trzy przykłady ciągów liter, z których tylko jeden charakteryzuje się specyfikacją:

nehya53nslbyw1`jejns7eopslanm46/J

TIME AND TIDE WAIT FOR NO MAN

ABABABABABABABABABABAB

Specyfikacja jest wg teoretyków ID pewnego rodzaju wzorcem, o którym wiemy, że pochodzi z inteligentnego źródła. Żeby językowo przekazać jakiś sensowny komunikat, trzeba trzymać się istniejących konwencji – użyte symbole muszą być odpowiednio powiązane z pojęciami i z rzeczywistością. Dzięki temu odpowiedni, taki a nie inny ciąg liter pełni odpowiednią funkcję. I to rozpoznajemy w drugim z powyższych trzech przykładów. Wyspecyfikowana informacja to inaczej informacja funkcjonalna.

Innym często używanym przez teoretyków ID przykładem jest góra Rushmore w Południowej Dakocie, w której dostrzegamy wyrzeźbione twarze czterech prezydentów amerykańskich. Ktoś, kto nie zna historii USA, też dostrzega w Mount Rushmore inteligentny projekt, bo chociaż nie rozpoznaje konkretnych prezydentów, to bez wątpienia dostrzega cztery różne twarze ludzkie.

Problem w tym, że przykłady te rozpoznajemy jako utworzone przez inteligentnego projektanta, jeszcze zanim się zaczniemy zastanawiać nad ich złożonością i specyficznością. Są to przykłady spośród tysięcy i milionów innych znanych nam wcześniej. Inaczej jest z DNA. Sposób zapisania informacji zawartej w DNA jest jedynym znanym nam przykładem tego rodzaju zapisu. Wprawdzie odnosimy wrażenie, że jest ona podobna do zapisanych, tylko innymi literami, zdań w książkach. Ale te litery w DNA nie tworzą pojęć, i dalej – myśli, jak litery w książkach, lecz odnoszą się do aminokwasów, a pewne ciągi liter DNA przyczyniają się do powstania białek. Jeżeli DNA jest analogiem książki, to jednak inaczej funkcjonuje niż książka. I w dodatku działa w zupełnie innej skali. Książki czytamy gołym okiem, DNA nie można przeczytać nawet pod mikroskopem. Synteza białek zachodzi w nanoskali. Jest to sytuacja całkowicie  odmienna od przykładu hieroglifów egipskich czy sumeryjskiego zapisu klinowego, które jednak istnieją w tej samej skali co książki. Jaką mamy gwarancję, że widzenie analogii w skali, w której żyje i działa człowiek, możemy przenosić do nanoskali? Mechanika kwantowa nauczyła nas, że przedmioty w mikroskali, np. elektrony, zachowują się zupełnie inaczej niż te przedmioty, które widzimy na co dzień, np. mogą znajdować się jednocześnie w kilku miejscach. A teoria względności mówi miedzy innymi o tym, że w dużo większej skali niż ta, w której żyje człowiek, przedmioty również zachowują się inaczej (mówią o tym tzw. efekty relatywistyczne). Co zrobimy z tymi, którzy się upierają (a są tacy!), że w zapisie DNA nie dostrzegają żadnej analogii do zapisu informacji książkowej albo którzy uważają, że jest to złudzenie?

Teoretycy ID mówią o wzorcach jako podstawie specyfikacji, ponieważ chcą – i jest to w pełni zrozumiałe – nadać pewność wnioskom o inteligentnym projekcie. Nie wydaje mi się, by to było możliwe. (Nawiasem mówiąc, w nauce nie ma miejsca na pewność.) Jeśli ktoś widzi analogię między informacją zawartą w książkach a informacją zawartą w DNA, to bardzo dobrze. Ale nie możemy się upierać, że to wystarczy do wniosku o projekcie i że każdy musi tę analogię widzieć. Ostatecznie możemy się przecież mylić, często widzimy, że jakiś układ rzeczy coś przypomina (przypomnijmy sobie chmury, o których mowa w Hamlecie, do których odnosi się słynne rozumowanie Dawkinsa „me thinks it’s  like a weasel”). Aktualnie obowiązujące wśród teoretyków projektu rozumienie wyspecyfikowanej informacji obarczone jest subiektywizmem.

Proponuję, by z tym subiektywizmem zerwać, by przestać traktować widzenie wzorców świadczących o inteligencji jako warunku koniecznego wniosku o projekcie i by poprzestać na obiektywnie rozumianej specyficzności informacji: im mniej prawdopodobne jest powstanie tej specyficznej informacji, tym bardziej prawdopodobny jest wniosek o inteligentnym projekcie. Proponuję więc probabilizację wnioskowań o projekcie, czyli uznać, że wnioski o projekcie mogą mieć bardzo różną moc. Widząc dwie skrzyżowane słomki, nawet w stodole w czasie żniw, można, jeśli ktoś chce, wnioskować o inteligentnym projekcie, ale jest to wniosek bardzo słaby, bo przypadkowe powstanie takiego układu jest bardzo wysokie. Ale spontaniczne powstanie kodujących fragmentów DNA w komórkach organizmów jest niezwykle mało prawdopodobne. Istnieje w literaturze przedmiotu kilka doniesień z niezależnie przeprowadzonych badań nad prawdopodobieństwem przypadkowego powstania białek i wszystkie te badania pokazują, że prawdopodobieństwo to leży znacznie poniżej tzw. progu Borela, czyli poniżej 10–50.

Wniosek o projekcie jest tu jest bardzo prawdopodobny. Ale skoro nie jest pewny, to musimy zrozumieć, że jeśli ktoś tego wniosku nie chce wyprowadzić, na przykład z powodów ideologicznych, bo jest materialistą i ateistą, to ma do tego prawo. Ludzie mają prawo wierzyć w probabilistyczne cuda, zwłaszcza że liczby bardzo duże i bardzo małe słabo ogarniamy swoim umysłem. Świadczy o tym popularność Eurojackpota.

Rozumienie specyfikacji jako wzorca świadczącego o inteligentnym projekcie skażone jest subiektywizmem i dlatego w nauce powinno być porzucone. Nie znaczy to jednak, że nie ma ono żadnej wartości. Ma taką samą wartość jak różne poglądy filozoficzne czy religijne wpływające na to, co uczeni robią i do czego dążą. Ma wartość heurystyczną, nasuwa przypuszczenie, że mamy do czynienia ze skutkiem działania inteligencji. To przypuszczenie należy jednak zobiektywizować, by nabrało ono charakteru naukowego – oszacować, najlepiej ilościowo, prawdopodobieństwo spontanicznego (w tym także ewolucyjnego) powstania tej specyficznej struktury, w której dostrzegliśmy wspomniany wzorzec.

 

                [1] Hans Madueme, „Can Science Detect Intelligent Design? An Introduction”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/02/can-science-detect-intelligent-design/; Michael Ruse, „Is Design Detectable? An Unambiguous Yes. But!”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/02/is-design-detectable-an-unambiguous-yes-but/; Ben McFarland, „A Story We Can Understand, Told with Chemistry”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/03/a-story-we-can-understand-told-with-chemistry/; Tony Jelsma, „On Why Design Might Be Detectable”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/03/on-why-design-might-be-detectable/; Deborah Haarsma, „Science Detects Order and Directionality, Faith Sees the Purposes of an Intelligent Creator”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/03/science-detects-order-and-directionality-faith-sees-the-purposes-of-an-intelligent-creator/; Stephen C. Meyer, „Purposive, Intelligent Desigh Is Detectable via the Scientific Investigation of Nature”, https://henrycenter.tiu.edu/2018/03/purposive-intelligent-design-is-detectable-via-the-scientific-investigation-of-nature/.

                [2] Por. https://www.darwinproject.ac.uk/letter/DCP-LETT-7471.xml. Por. też Leslie E. Orgel, „Narodziny życia na Ziemi”, Świat Nauki 1994, nr 12 (40), s. 51 [51–58]; Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm–kreacjonizm, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 328.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.