Nowi negacjoniści ewolucji

  • Colin Wright, „The New Evolution Deniars”, Quilette November 30, 2018; https://quillette.com/2018/11/30/the-new-evolution-deniers/

 

Autor, ewolucyjny ekolog behawioralny, przypomina, że biologia ewolucyjna była i jest ciągle kontrowersyjna. Przyczyną w dużym stopniu było to, że teoria Darwina bezpośrednio zaprzeczyła nadnaturalnemu wyjaśnieniu pochodzenia człowieka, jakie znajdujemy w religii, i zastąpiła je wyjaśnieniem całkowicie przyrodniczym, naturalistycznym. Daniel Dennett, filozof i ewo­lucjonista, opisał ewolucjonizm jako pewnego rodzaju uniwersalny kwas, który wszystko rozpuszcza – religię, tradycję, moralność, wszystkie dotychczasowe poglądy na temat człowieka i sensu życia, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Dlatego, zdaniem autora, ewolucjonizmowi sprzeciwiali się prawicowi ewangelikalni chrześcijanie Na ten temat autor wypowiada parę głupstw – a to że chcieli oni zakazać nauczania teorii ewolucji w szkołach i nauczania zamiast niej teorii inteligentnego projektu (naprawdę chcieli jedynie informacji o tym, że oprócz teorii ewolucji istnieje jeszcze inne rozumienie pochodzenia) albo że teoria inteligentnego projektu identyfikuje inteligentnego projektanta z Bogiem i jest tylko inaczej przedstawionym biblijnym kreacjonizmem (naprawdę teoria ID nie wypowiada się na ten temat i nie korzysta z żadnych religijnych świętych ksiąg). Ale na szczęście nie ten temat jest przedmiotem artykułu, tylko znacznie ciekawsza sprawa, w której już autorowi możemy zaufać. Tematem tym jest pojawienie się nowego, tym razem lewi­cowego antyewolucjonizmu.

Lewicowy sprzeciw wobec ewolucjonizmu pojawił się w reakcji na twierdzenia psychologii ewolucyjnej. Psychologia ta polega na zastosowaniu zasad i twierdzeń ewolucjonistycznych do zachowania (behawioru) ludzi, często w sprawach różnic płci. Okazało się, że wspomniany uniwersalny kwas zaczął zagrażać najświętszym przekonaniom lewicy. Najzagorzalszymi prze­ciwnikami ewolucyjnych wyjaśnień behawioralnych dotyczących różnic płciowych stali się aktywiści tzw. sprawiedliwości społecznej. Uznali oni, że te ewolucyjne wyjaśnienia stanowią wyzwanie dla przyjmowanej przez nich apriorycznie psychologii czystej niezapisanej tablicy – czyli przekonania, że mózgi kobiet i mężczyzn są na początku identyczne i że całe zachowanie, związane czy niezwiązane z płcią, zależy całkowicie  od różnic w socjalizacji, od środowiska społecznego, od wychowania itd. W dodatku uważają oni, że zdaniem ewolucjonistów tylko biologia określa zachowanie człowieka. Pogląd taki nosi nazwę biologicznego esencjalizmu (łac. essentia = istota): według biologicznego esencjalizmu o istocie człowieka decydują wyłącznie własności biologiczne organizmu ludzkiego. .

Psychologia czystej niezapisanej tablicy jest przez znawców po­wszechnie odrzucana, gdyż dane świadczące o wrodzonych różnicach osobo­wościowych są bardzo mocne. Odrzucają oni także biologiczny esencjalizm, gdyż środowisko odgrywa pewną rolę, wskutek czego obser­wowane różnice zachowania związanego z płcią są wypadkową różnych czynników. Płeć nie wyznacza osobowości człowieka bardziej niż jego wzrost. Z pewnością wpływa ona na te cechy, ale ich nie determinuje. Wszyscy znamy kobiety wyższe niż większość mężczyzn oraz znamy mężczyzn, którzy są niżsi niż większość kobiet, choć wiemy, że średnio rzecz biorąc mężczyźni są wyżsi niż kobiety. To samo można powiedzieć o zachowaniu się ludzi.

Różnice w zachowaniu zależnie od płci są bardzo dobrze udokumen­towane u wszystkich naczelnych i są one wzmocnione przez występujący u nich dymorfizm płciowy, czyli przez zróżnicowanie wyglądu samic i samców. Twierdzenie, że różnice w zachowaniu człowieka powstały wyłącznie wskutek różnic w socjalizacji, jest w najlepszym wypadku wątpliwe. Musielibyśmy uznać – pisze autor – że wyjątkowo u naszego gatunku w jakiś niewyjaśniony sposób zanikło to, co występuje u wszystkich innych naczelnych i nie ma już śladu po ewolucyjnej przeszłości.

Autor wskazuje na podobieństwo stanowiska społecznej spra­wied­liwości do stanowiska kościoła katolickiego. Ten ostatni przyjmuje generalnie ewolucję biologiczną wszystkich organizmów, ale uważa, że dusza ludzka została specjalnie stworzona i nie ma ewolucyjnego poprzednika. [1] Podobnie zwolennicy społecznej sprawiedliwości nie kwestionują ewolucyjnych wyjaśnień kształtu ciał i charakteru psychiki wszelkich organizmów, ale podkreślają wyjątkowość ludzi polegającą na tym, że ewolucja nie odegrała żadnej roli w kształtowaniu różnic behawioralnych związanych z płcią. Pozostaje jednak niejasne, dlaczego czynniki biologiczne, które wpływają na inne formy życia, mają być wyjątkowo zawieszone u ludzi. Jasne jest tylko, że dla aktywistów sprawiedliwości społecznej, jak i dla kościoła katolickiego, ludzie są czymś szczególnym, na co „uniwersalny kwas” ewolucjonizmu nie działa.

Pomimo braku danych empirycznych na rzecz psychologii niezapisanej tablicy i olbrzymiej ilości danych z nią niezgodnych umacnia się ona na wielu uniwersyteckich wydziałach humanistycznych, gdzie naucza się jej jako fakt. Tych, którzy się tej psychologii sprzeciwiają, nazywa się seksistowskimi bigotami i wzywa władze uczelni do ich zwolnienia z pracy. Uczeni są tym samym zmuszani do autocenzury, do ukrywania swoich prawdziwych po­glądów. Autor artykułu twierdzi, że jego koledzy wielokrotnie zwracali mu uwagę, że jego publiczne polemiki z aktywistami społecznej sprawiedliwości są dla niego samobójcze, że powinien ich zaprzestać, a komentarze pozostawione w mediach szybko usunąć. Aktywiści ci bowiem stopniowo przejmują władzę na uniwersytetach, stosują terror wobec krytyków i nie istnieją twierdzenia zbyt wątpliwe, żeby nie odważali się ich głosić.

Ostatnio posunęli się nawet tak daleko – pisze autor ze zgrozą – że uznali pojęcie płci biologicznej za społeczny konstrukt. Nie płeć kulturową, czyli tzw. gender, ale biologiczną! To dziwaczne twierdzenie autor uważa za równie niedorzeczne, co wiara w płaską Ziemię. Ale stopniowo akceptacja tego poglądu się poszerza i ostatnio znalazło ono wsparcie w artykułach wstępnych czołowego czasopisma naukowego Nature oraz miesięcznika popularno­naukowego Scientific American. Już same tytuły tych artykułów mówią, o co chodzi: „Płeć ponownie zdefiniowana: Idea dwóch  płci jest nadmiernym uproszczeniem” [2] oraz „Postrzeganie płci jako spektrum”. [3] Spektrum to inaczej widmo. Użyto tu metafory odwołującej się do rozszczepienia światła białego przez pryzmat na szereg różnych barw, składających się na światło białe. Właśnie dlatego symbolem dzisiejszego ruchu lewicowo–gejowskiego jest tęcza.

A zupełnie niedawno Nature opublikowało artykuły, w których stwier­dzono, że klasyfikowanie płci ludzi „na podstawie anatomii lub genetyki powinno być porzucone” i że „nie ma ono podstaw naukowych”. Dodano jeszcze, że społeczność lekarska na podstawie badań naukowych postrzega obecnie płeć jako zjawisko bardziej złożone niż tylko mężczyzna i kobieta. [4] Uzasadnienie dla tych twierdzeń jest następujące: uznanie realności płci bio­logicznej „podważy wysiłki zmierzające do zmniejszenia dyskryminacji u osób transgenderowych i wszystkich tych, którzy nie pasują do binarnych kategorii mężczyzny lub kobiety”. Zdaniem Wrighta istnieją dane świadczące o płyn­ności płci u wielu organizmów, jednak nie dotyczy to ludzi. U ludzi istnieją rzadkie przypadki, gdy płeć nie jest jednoznaczna, i nie przekreślają one re­alności płci jako funkcjonalnie binarnej.

Metoda na napisanie zacytowanych artykułów w Scientific AmericanNature była prosta. Najpierw autorzy wymieniali wiele warunków, od których zależy powstanie płci. Potem wdali się w szczegółowe opisy na temat genów, hormonów i skomplikowanych procesów rozwojowych prowadzących do spełnienia tych warunków. I w końcu uznali się za pokonanych i podkreślili, że jest to wszystko tak skomplikowane, że uczeni muszą przyznać się do nie­wiedzy, czym naprawdę jest płeć. Metoda taka jest zwodnicza, gdyż procesy rozwojowe dowolnego organu są nadzwyczaj złożone, a mimo to prawie zawsze prowadzą do utworzenia w pełni funkcjonalnych produktów koń­cowych. Powstanie ręki jest również skomplikowane, ale olbrzymia większość ludzi ma funkcjonalną kończynę z pięcioma palcami.

Artykuły te zbywają milczeniem fakt, że rozwój płci u ludzi kończy się jednoznacznie mężczyzną lub kobietą w ponad 99,98% przypadków. [5] Dlatego twierdzenie, że idea dwu płci jest nadmiernym uproszczeniem, jest mylące, gdyż osoby interseksualne odpowiadają za mniej niż 0,02% wszystkich urodzeń i nie posiadają żadnej trzeciej płci. Interseksualność jest po prostu ogólną kategorią dla wszelkiej niejednoznaczności płciowej, dla niedopasowania płciowego genotypu i fenotypu niezależnie od bardzo różnych przyczyn tego stanu rzeczy. Podobnie mylące jest twierdzenie, że płeć jest spektrum, gdyż spektrum wymaga ciągłego rozkładu i może być nawet rozkładem amodalnym, czyli takim, w którym żadna część nie jest bardziej prawdopodobna niż inne części. Ale biologiczna płeć u ludzi jest jednoznacznie wyznaczona w ponad 99,98% przypadków. W końcu twierdzenie, że klasyfikowanie płci człowieka oparte na anatomii i genetyce nie ma podstaw naukowych, samo w rze­czywistości nie ma podstaw naukowych, gdyż metoda prowadząca do przewidywań z dokładnością ponad 99,98% należy do najbardziej precyzyjnych metod we wszystkich naukach o życiu. Rewidujemy praktyki opieki medycznej i zmieniamy światowe plany ekonomiczne na podstawie metod o dużo niższej wiarygodności.

Autor jako ewolucjonista widzi obecną sytuację następująco: ewo­lu­cjonizm zgodnie z orzeczeniem Daniela Dennetta jest uniwersalnym kwasem, zżerającym stare ulubione przekonania i formy życia społecznego, zastępując je głębszym zrozumieniem i jaśniejszym obrazem rzeczywistości. Natomiast ideologia sprawiedliwości społecznej jest według niego siłą destrukcyjną, niszczącą prawdę naukową i zastępującą ją relatywistycznym post­moder­nistycznym nonsensem. Ewolucjoniści mogli nie przejmować się atakami, a właściwie kontratakami, kreacjonistów i teoretyków inteligentnego projektu, gdyż wcześniej udało im się opanować uniwersytety i czasopisma naukowe. Teraz jest inaczej, ponieważ stopniowo władza w uniwersytetach przechodzi w ręce aktywistów sprawiedliwości społecznej i ideologów trans­seksualizmu.

Przedstawianie faktów na temat płci biologicznej u ludzi spotyka się z gwałtowną reakcją obecnie dominującego nurtu. Traktuje on prezentację tych faktów jako objaw transfobii. Masowe media, jak Twitter, aktywnie banują użytkowników, którzy odwołują się do faktów. Biologowie posiadający po­glądy autora siedzą cicho w obawie o swoje miejsca pracy. Zastrzeżenia wobec dominującej lewackiej ideologii mogą wyrażać jedynie prywatnie.

Colin Wright przyznaje, że rozpoczął karierę naukowca z inspiracji takich intelektualistów jak Richard Dawkins, Sam Harris, Stephen Fry i nieżyjący już Christopher Hitchens. Razem z wymienionym wcześniej z aprobatą Danielem Dennettem, twórcą rozumienia ewolucjonizmu jako uni­wersalnego kwasu, są to najważniejsi przedstawiciele tzw. Nowego Ateizmu, wojowniczego nurtu zwalczającego przy pomocy ewolucjonizmu tradycyjne, związane z religią, formy myśli i życia społecznego. Bez „uniwersalnego kwasu” darwinizmu nie byłoby możliwe powstanie ideologii sprawiedliwości społecznej i ideologii transseksualizmu. Autor błędnie ustawia je obok dawnych prawicowych ideologii. Te dwie pierwsze ściśle ze sobą związane ideologie nie pojawiły się jednak znikąd, są one ideowymi spadkobiercami i kontynuatorami darwinizmu, są to dzieci rewolucji darwinowskiej. Właściwym obrazem sytu­acji jest więc coś podobnego do uroborosa: ewolucjonizm rozpuścił najpierw tradycyjne postawy i wierzenia, a teraz zżera samego siebie, znalazłszy jeszcze gorliwszych zwolenników drogi, którą zapoczątkował półtora wieku temu.

Przypisy:

                [1] Prawdę mówiąc na marginesie katolickiej myśli filozoficzno–teologicznej pojawiały się poglądy o ewolucyjnej genezie duszy ludzkiej. W Polsce takie poglądy, niewątpliwie pod wpływem myśli Teilharda de Chardin, głosił Tadeusz Wojciechowski (por. Tadeusz Wojciechowski, „Problem ewolucyjnej genezy duszy ludzkiej”, Roczniki Filozoficzne 1972, vol. 20, nr 3, s. 149-166; tenże,  „Zagadnienie substancjalności duszy ludzkiej w ujęciu ewolucyjnym”, Roczniki Filozoficzne 1980, vol. 28, nr 3, s. 147-162; tenże, „Z problematyki ewolucyjnej koncepcji genezy duszy ludzkiej”, w: Stanisław Mazierski (red.), Zarys filozofii przyrody ożywionej, Lublin 1980, s. 297–320). Oprócz nazwy miały one jednak niewiele wspólnego z teorią ewolucji.

                [2] Claire Ainsworth, „Sex Redefined: The Idea of 2 Sexes Is Overly Simplistic”, Nature October 22, 2018, https://www.scientificamerican.com/article/sex-redefined-the-idea-of-2-sexes-is-overly-simplistic1/.

                [3] Amanda Montañez, „Visualizing Sex as a Spectrum”, Scientific American August 29, 2017, https://blogs.scientificamerican.com/sa-visual/visualizing-sex-as-a-spectrum/.

                [4] „US proposal for defining gender has no basis in science. A move to classify people on the basis of anatomy or genetics should be abandoned”, Nature 30 October 2018, https://tiny.pl/tqjls; „Anatomy does not define gender”, Nature 1 November 2018, vol. 563, s. 5, https://tiny.pl/tqjlb.

                [5] Leonard Sax, „How common is Intersex? A response to Anne Fausto–Sterling”, The Journal of Sex Research 2002, vol. 39, issue 3, s. 174–178, https://tiny.pl/tqjl3.

 

 

The New Evolution Deniers

Print Friendly, PDF & Email
Latest posts by Kazimierz Jodkowski (see all)

2 thoughts on “Nowi negacjoniści ewolucji

  1. Przywołana w [5] statystyka dotyczy interseksualności rozumianej jako niezgodność, bądź niepełna zgodność, fenotypu (a zatem budowy ciała) z genotypem Wątpię, by można było znaleźć w poważnej literaturze tezę, jakoby tak rozumiana płeć, ograniczona do biologii, była zdeterminowana społecznie, więc nie jest jasne, jaką rolę ma odegrać ten przypis w tekście o “lewackim negacjonizmie ewolucji”. To samo dotyczy przypisu [4], w którym same tytuły wskazują, że chodzi o płeć kulturową, której co najmniej współwyznaczanie przez czynniki społeczne jest banałem.
    Znacznie szerszym zjawiskiem jest brak zgodności, bądź niejednoznaczna zgodność, samoidentyfikacji płciowej z płcią biologiczną, określoną przez fenotyp, niezależnie od tego, czy zgodny z genotypem. To zapewne też znikoma mniejszość. Pojawia się jednak pytanie, jak należy rozumieć płeć: tylko jako określoną czysto biologicznie, czy też psychofizycznie, łącznie z samoidentyfikacją. W konsekwencji zaś, czy w życiu społecznym liczyć się z tą samoidentyfikacją, czy też traktować ją jako jakąś fanaberię, którą należy ignorować, wymuszając na przedstawicielach tej, podkreślmy, znikomej mniejszości, oficjalną samoidentyfikację opartą wyłącznie na kryteriach biologicznych, czy wręcz represjonując niepodporządkowane się takiej narzuconej samoidentyfikacji. Czy sposobem na zapobieżenie takiej opresji jest dopuszczenie do oficjalnego obiegu niestandardowych określeń płci, to temat na dyskusję, jednak ignorowanie tego kontekstu społecznego co najmniej może wiązać się z wyborem tego drugiego podejścia i intencją ustawienia sobie zwolenników przeciwnej opcji do bicia.

    1. “płeć kulturową, której co najmniej współwyznaczanie przez czynniki społeczne jest banałem.”
      Jeżeli dobrze zrozumiałem Colina Wrighta, to jego zdaniem współwyznaczanie płci kulturowej przez czynniki społeczne nie tylko nie jest banałem, ale jest twierdzeniem fałszywym, skoro płeć kulturowa w 998 przypadkach na 1000 jest zgodna z płcią biologiczną. Trzeba też pamiętać, że polemizuje on z tymi poglądami, wg których czynniki biologiczne w ogóle w przypadku człowieka nie mają znaczenia w określeniu jego płci kulturowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.