książka

Prawda i życie – Michael Patrick Lynch

Prawda i życie - Michael Patrick Lynch

Michael Patrick Lynch broni prawdy obiektywnej jako jednej z podstawowych wartości w życiu każdego człowieka. Konstruuje „cztery truizmy” o prawdzie, dzięki którym diagnozuje źródła naszego cynizmu w stosunku do jej wartości. Jednocześnie przekonuje, dlaczego właśnie teraz – w świecie, w którym media, politycy i biznesmeni zniekształcają rzeczywistość – prawda powinna być dla nas szczególnie ważna.

Cynizm wobec wartości prawdy zawsze będzie w interesie możnych. Kiedy różnica między tym, co jest, a co nie jest prawdziwe, zaczyna wydawać się mniej istotna albo mniej uchwytna, narracja dyktatora, skrajnego nacjonalisty bądź tyrana, staje się bardziej uwodzicielska. Opowieści władzy, o czym wiedzieli Orwell, Arendt i Miłosz, są często przebrane za głos rozsądku. A teraz mogą być przebrane za głos waszego przyjaciela, którego echo dochodzi z portalu Facebook. W rzeczywistości nie są jednak żadnym z tych głosów. To dlatego zrozumienie filozoficznych korzeni prawdy i naszych błędnych mniemań o niej jest nadal ważne, ważniejsze niż kiedykolwiek.

Prawda i życie

Dlaczego prawda jest ważna
Michael Patrick Lynch
tłum. Dawid Misztal
Liczba stron: 492
Rok wydania: 2020
ISBN: 978-83-8142-655-8
e-ISBN: 978-83-8142-656-5

 

PRAWDA W ERZE POSTPRAWDY

Jeśli spośród przeciwieństw, którymi posługujemy się na co dzień, tak duże znaczenie ma opozycja życia i śmierci, nie mniejszą wagę należy przypisać opozycji prawdy i fałszu, rzeczywistości i iluzji

Czesław Miłosz, Przemówienie z okazji otrzymania Nagrody Nobla

 

Przed dwudziestu laty miałem okazję poznać jednego laureata Nagrody Nobla w domu drugie­go. Czesław Miłosz przemawiał do grupki studen­tów w Rowan Oak, gdzie mieszkał niegdyś William Faulkner. Tak się złożyło, że oprowadzałem odwie­dzającego to miejsce filozofa i pisarza. Patrzyłem jak urzeczony, kiedy Miłosz przywoływał słynny aforyzm

Faulknera, mówiący o tym, że przeszłość nigdy nie umiera – właściwie nawet nie jest przeszłością. Faulk­ner obawiał się, o czym Miłosz wiedział, pragnienia możnych, by udawać, że jest inaczej, by ukryć przed nami jej prawdy, stwarzając pozory, że możemy kształtować rzeczywistość wedle naszej woli.

Obawa ta powróciła z nawiązką, co potwierdzi każdy, kto słyszał [wypowiedź]3 rzeczniczki Donal­da Trumpa, że „prawda nie jest prawdą” – stwier­dzenie, w którym udało się pochwycić zarówno istotę wrogiego stosunku jego administracji do rze­czywistości, jak i postawę „postprawdy”, podkopu­jącą fundamenty demokracji na całym świecie.

Ściśle mówiąc, nie ma oczywiście czegoś takiego, jak „postprawda” Prawda jest prawdą, bez względu na to, co mówią politycy. Istnieje natomiast postawa postprawdy. Przez postawę postprawdy rozumiem taką postawę, dla której rozróżnienie na to, co jest prawdziwe, a co takie nie jest, na rzeczywistość i iluzję, ma niewielką wartość, zwłaszcza w sferze społecznej i politycznej. Do napisania tej książki zmotywował mnie lęk przed tym, że demokracje niebezpiecznie osuwały się ku tej postawie. Nieste­ty, okazał on się bardziej uzasadniony, niż sądziłem; w rzeczy samej eskalacja tej postawy postępowała szybciej, niż się tego obawiałem, i rozprzestrzenił się ona niebezpiecznie w całej Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz poza nimi. W rezul­tacie główny argument tej książki – że prawda jest ważna, oraz że konieczne jest zrozumienie filozoficz­nych i politycznych błędów, przez które myślimy, iż jest inaczej – jest niestety obecnie jeszcze bardziej trafny aniżeli w momencie jej pierwszej publikacji.

Nietrudno dostrzec powody tego przyspieszenia. Jednym z nich jest zwyczajny fakt, że żyjemy w cyfro – wym świecie. Piętnaście lat temu kształt tego świata dopiero się wyłaniał, teraz jednak stoimy naprzeciw niego, zaś większość osób zadomowiła się w nim tak bardzo, że zaczyna zapominać o jego istnieniu. We wczesnym, beztroskim okresie Internetu, przed powstaniem mediów społecznościowych, wielu filozofów, łącznie ze mną, roiło sobie, że przyniesie on radykalną demokratyzację wiedzy. Sądziliśmy, że – dostarczając informacji większej liczbie ludzi szybciej i bardziej efektywnie – Internet uświadomi obywateli na całym świecie i będzie zmorą tyranów oraz autorytarnych rządów. I przez jakiś czas okaza­ło się to poniekąd prawdą. Autorytarne rządy oba­wiały się nieograniczonego [dostępu do] Internetu, a wiele z nich nadal się go boi.

Nie przewidzieliśmy w tych dniach epistemologicznej naiwności gwałtownej i całkowitej personalizacji naszej cyfrowej przestrzeni. Google oraz inne głów­ne platformy działają tak sprawnie, ponieważ śledząc każdą naszą aktywność w sieci, mogą przewidzieć jakiego rodzaju pytania chcemy zadać i jakie odpo­wiedzi chcemy usłyszeć. To niewiarygodnie przy­datne, kiedy chce się kupić buty, [ale] może być bar­dzo niebezpieczne, kiedy szuka się faktów. Bo kiedy już zaczniemy być karmieni faktami, które pozostają w zgodzie z naszymi aktualnymi poglądami, poglądy te zaczynają być mylone z rzeczywistością. Co ucho­dzi za prawdę zaczyna być mylone z prawdą.

Przeciwnicy demokracji na całym świecie wyko­rzystali personalizację Internetu do zanieczyszczania informacyjnego środowiska toksycznymi i wypa­czonymi wiadomościami. Kluczowe jest zrozumie­nie, że zanieczyszczenia te nie mają na celu jedynie – czy nawet głównie – zwodzenia ludzi. Zmierzają one do ich zdezorientowania, a ostatecznie do tego, by sądzili, że jest tak wiele głośnych opinii, tak wie­le narracji, tak dużo roszczeń do prawdy, że cynizm, o którym mówię w tej książce, zaczyna wydawać się rozsądny. Tak bardzo przyzwyczajamy się do sprzecznych informacji i rywalizujących źródeł, że możemy przekonać samych siebie do myśli, że praw­da jest nieistotna. Każdą wiadomość, która nam się nie podoba, zaczynamy traktować jako fake news.

Niektórym cynizm wobec prawdy wydaje się szczyptą wyrafinowanego realizmu politycznego. Gadanie o prawdzie jest dla nieudaczników; dla zwy­cięzców są fakty alternatywne. Dla innych, mylących prawdę z niewzruszonym przekonaniem, taki scepty­cyzm może wydawać się wyzwalający, uwalniając od tego, co inne osoby uznają za pewnik. Żadna z tych postaw nie przydaje się w demokracji. Prawda nie wybiera wygranych i przegranych, zaś to, że większość osób w coś wierzy, nie gwarantuje, iż jest to praw­dziwe, tak samo, jak nie gwarantuje, że jest mądre czy sprawiedliwe. A wnioskowanie „nie możemy się zgodzić, zatem prawda jest nieistotna”, jest po prostu fałszywe. W swojej najprostszej formie myli prawdę z pewnością. Jak dowodzę na poniższych stronach, jest to pomieszanie, które służy tylko wrogom demokracji.

Istnieje stary, wywodzący się zapewne od Gre­ków, problem dotyczący szczęścia: nie można dążyć do niego bezpośrednio, bo kiedy ktoś tak robi, nie­odmiennie czyni się siebie mniej szczęśliwym. Jeśli robicie różne rzeczy – zawieracie przyjaźnie, anga­żujecie się w robienie kariery itd. – uznając je otwar­cie tylko za środki do waszego własnego szczęścia, to z pewnością przekonacie się, że się wam ono wymknie. Zapytajcie siebie, czy jesteście szczęśliwi, zauważył kiedyś w swej autobiografii John Stuart

Mill, a odkryjecie, że nie jesteście. Rozwiązanie, jak często się sądzi, polega na pośrednim dążeniu do szczęścia, na traktowaniu go jako produktu ubocz­nego działań – np. przyjaźni – które są dobre same w sobie. Szczęście się pojawia, ale tylko pośrednio, jako efekt dążenia do innych rzeczy.

Pod pewnymi względami prawda jest jak szczę­ście. Nie można do niej dążyć bezpośrednio. Zapytaj­cie siebie, czy wasze przekonania naprawdę są praw­dziwe, a możecie odkryć (jak Kartezjusz), że w ogóle we wszystko niezwykle trudno jest uwierzyć. Ale nie znaczy to, że powinniśmy rezygnować z prawdy, tak jak nie powinniśmy rezygnować ze szczęścia. Ozna­cza to tylko, że powinniśmy dążyć do niej pośred­nio, poszukując dowodów, które dostarczają racji dla przekonań. Pośrednio czy nie, to jednak prawda zapewnia sensowność dążeniu i to ona odróżnia je od zwykłego poszukiwania tego, co do naszej sprawy przyciąga innych albo schlebia naszym opiniom.

Cynizm wobec wartości prawdy – oraz wobec naszej zdolności do jej poszukiwania – został filozo­ficznie wzmocniony nie tylko przez pomylenie praw­dy z pewnością, ale też podejrzeniem, że prawda jest tajemniczym pojęciem metafizycznym. By jednak zrozumieć pojęcie prawdy obiektywnej, wystarczy w rzeczywistości zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy.

Po pierwsze – to, że ktoś w coś wierzy, nie oznacza, że tak jest. Nie możemy po prostu wymyślać sobie faktów, bo chcemy, aby świat był właśnie taki. Gdy­by było inaczej, życie byłoby o wiele łatwiejsze. Po drugie – parafrazując ostrzeżenie, jakie wypowie­dział Hamlet do Horacja, więcej jest rzeczy na zie­mi i w niebie, niż się ich śniło waszym prezentacjom w PowerPointcie. Zawsze będą istniały fakty, o któ­rych nie będziemy wiedzieli. Weźmy pod uwagę, by posłużyć się trywialnym przykładem, stwierdzenie, że liczba gwiazd we wszechświecie jest w tej chwili nieparzysta. Jest to fakt albo nie, ponieważ liczba ta będzie albo nieparzysta, albo parzysta. Jeśli jest to fakt, nigdy się o tym nie dowiemy, ponieważ ogrom­ne odległości we wszechświecie oraz prawa fizyki dotyczące prędkości światła oznaczają, że nawet, gdybyśmy poruszali się z prędkością światła i liczyli wszystkie gwiazdy, które byśmy widzieli, wiele z nich obróciłoby się w proch zanim skończylibyśmy liczyć. Jest oczywiście wiele takich faktów, dotyczących odległej przeszłości, części wszechświata czy liczb zespolonych. Nikt nie może wiedzieć wszystkiego.

Zestawmy te myśli razem, a otrzymamy następu­jący wniosek: „Jeśli coś jest prawdziwe, to nie znaczy, że będziecie w to wierzyć; a jeśli w coś wierzycie, to nie znaczy, że jest to prawdziwe”. Zrozumcie te dwie rzeczy, a zrozumiecie, co to znaczy mówić o obiek­tywności prawdy. Zgoda, potrzeba będzie metafizy­ki, by powiedzieć na czym polega właściwość bycia prawdziwym – np. na korespondencji w jednych dziedzinach, być może na spójności w innych. Nie trzeba jednak dogłębnych filozoficznych dociekań, by zrozumieć różnicę między tym, co jest obiektyw­nie prawdziwe, a tym, co nie jest.

Cynizm wobec wartości prawdy zawsze będzie w interesie możnych. Kiedy już różnica między tym, co jest, a co nie jest prawdziwe, zaczyna wydawać się mniej istotna albo mniej uchwytna, narracja dyktatora, skrajnego nacjonalisty bądź tyrana, staje się bardziej uwodzicielska. Mniejsza o fakty – szep­cze – tylko moja opowieść jest ważna, opowieść władzy, opowieść ogarniająca świat. Opowieści władzy, o czym wiedzieli Orwell, Arendt i Miłosz, są często przebrane za głos rozsądku. A teraz mogą być przebrane za głos waszego przyjaciela, które­go echo dochodzi z portalu Facebook. W rzeczywistości nie są jednak żadnym z tych głosów. To dlatego zrozumienie filozoficznych korzeni prawdy i naszych błędnych mniemań o niej jest nadal ważne, ważniejsze niż kiedykolwiek.


Wprowadzenie

Na początku 2003 roku prezydent Bush twierdził, że Irak usiłuje zakupić materiały niezbędne do pro­dukcji broni jądrowej[1]. Choć przedstawiciele Białego Domu przyznali potem, iż nie posiadają wystarczają­cych dowodów, które potwierdzałyby, że to prawda, różni członkowie rządu nie widzieli w tym problemu, zauważając, że bez względu na to, czy każde ze stwier­dzeń prezydenta było precyzyjne, ważne jest, iż późniejsza inwazja na Irak zapewniła stabilność w regionie i przyniosła temu krajowi wyzwolenie[2].

Najwyraźniej wielu obywateli Stanów Zjednoczo­nych z tym się zgadzało. Istniały w końcu inne powo­dy, by pozbyć się reżimu Husajna. A przekonanie, że Irak stanowi nieuchronne zagrożenie nuklearne zjed­noczyło nas i dostarczyło prostego usprawiedliwienia wątpiącym w szlachetność naszej sprawy. Cóż z tego, jeśli w rzeczywistości nie była to prawda? Przejmo­wanie się czymś tak abstrakcyjnym, jak prawdziwość albo fałszywość tych stwierdzeń wydawało się wielu naiwnością, skoro mogliśmy zająć się naprawdę waż­nymi sprawami – takimi jak zabezpieczenie się przed terroryzmem oraz zapewnienie sobie dostępu do ropy. Parafrazując Nietzschego, można stwierdzić, że prawda może być dobra, dlaczego jednak nie przyjąć czasami nieprawdy, jeśli prowadzi do upragnionego celu? A w końcu – czy zawsze lepiej jest mówić praw­dę i wierzyć w nią? Czy prawda sama w sobie rzeczy­wiście jest ważna? Jakkolwiek uogólnienia zawsze są niebezpieczne, powyższe reakcje na iracką aferę wskazują, że wiele osób spoglądałaby na te pytania uprzedzonym okiem. Jesteśmy raczej cyniczni co do wartości prawdy.

Na tego rodzaju sceptycyzm natknąć się można nie tylko w polityce. Podobna postawa jest nagmin­na wśród niektórych z naszych najbardziej promi­nentnych intelektualistów. W istocie, pod sztanda­rem postmodernizmu, cynizm wobec prawdy oraz powiązanych z nią pojęć, takich jak obiektywizm i wiedza, stał się półoficjalnym stanowiskiem filo­zoficznym wielu dyscyplin akademickich. Ogól­nie mówiąc, nastawienie jest takie, że obiektywna prawda jest iluzją i że „prawda” to tylko inne słowo na określenie władzy. W konsekwencji, jeśli prawda jest w ogóle wartościowa, to – jak władza – jest war­tościowa jedynie jako środek.

Stanley Fish, wiodący krytyk literacki oraz dzie­kan Uniwersytetu Illinois w Chicago, podkręcił nawet ostatnio tę antyprawdziwościową retorykę jeszcze bardziej[3]. Według Fisha, nie dość, że obiek­tywna prawda jest iluzją, to przede wszystkim już samo przejmowanie się naturą prawdy jest stra­tą czasu. Rozwodzenie się nad jakąś abstrakcyjną ideą, taką jak prawda, jest jak debatowanie nad tym, czy Ted Williams był lepszym pałkarzem niż Hank Aaron – zabawne, ale bez znaczenia dla dzisiejszych rozgrywek.

Paradoksalnie, racje, dla których Fish myśli w ten sposób, są konsekwencją jego szczególnej teorii prawdy. Jego zdaniem, filozoficzne dyskusje na temat prawdy są stratą czasu, ponieważ sądzi on, że prawda nie ma wartości. Co więcej, uważa, że już w to wierzymy. Jasne, możemy mówić, że chcemy wierzyć w prawdę, ale to, czego tak naprawdę pra­gniemy, twierdzi, to wierzyć w to, co jest użytecz­ne. Dobre przekonania to użyteczne przekonania – te, które dadzą nam to, czego chcemy, niezależnie, czy są to lepsze garnitury, większe ulgi podatkowe czy pewne źródło paliwa do naszego SUV-a. Osta­tecznie, prawdziwość tego, w co wierzymy i tego, co mówimy nie ma nic do rzeczy. Ważne są konse­kwencje.

Prymitywny pragmatyzm Fisha porusza jedną z naszych głębszych intelektualnych strun. Prze­mawia do zbiorowego autopostrzegania Stanów Zjednoczonych jako bohatera kina akcji o kwa­dratowej szczęce. Może też częściowo tłumaczyć, dlaczego głosy protestu przeciw wprowadzaniu [obywateli] przez Biały Dom w błąd co do wojny w Iraku były raczej stłumione. Nie dlatego, że po prostu wierzymy, iż „w jedności siła”, ale dlatego, że głęboko w środku wielu z nas skłonnych jest myśleć, iż tym, co się liczy, są skutki, a nie zasady. Podobnie jak Fish i Bush, wielu z nas uznaje przej­mowanie się abstrakcyjnymi zasadami – takimi jak prawda, za nudne i nieistotne szukanie dziury w całym, które najlepiej pozostawić nerdom oglą­dającym C-Span[4] i zamartwiającym się tym, czy kara śmierci jest „sprawiedliwa”.

Oczywiście, wielu innych intelektualistów skłon­nych jest bronić idei, że prawda jest ważna. Jednak pewni obrońcy wartości prawdy kończą niestety jedynie na podkopywaniu tej wartości w inny spo­sób. Niektórzy wykazują na przykład tendencję, by wierzyć, że troska o prawdę oznacza troskę o „abso­lutnie pewne” stare prawdy. Na prawicy zawsze była to znajoma melodia, którą żarliwie pogwizdywali [liczni] autorzy – od Allana Blooma po Roberta Borka, ale po 11 września wydaje się ona coraz gło­śniejsza. Obywatele Stanów Zjednoczony stracili swój „moralny kompas” i potrzebują poprawy ostrości swego spojrzenia za pomocą „moralnej jasności”. Mówi się nam, że inspirowany liberalizmem relaty­wizm osłabia stanowczość narodu; aby zwyciężyć (z terroryzmem, z „atakiem” na wartości rodziny itp.), musimy ponownie odkryć nasz dany od Boga dostęp do prawdy. A prawdą tą jest, jak się wydaje, to, że mamy rację, a wszyscy inni się mylą. Oto sło­wa Williama Bennetta[5]:

W tej czy innej formie, naszą powszechną mądro­ścią jest dzisiaj wyluzowany – zarówno moralny, jak i kulturowy – relatywizm. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś było tak, że dziecko wychowywano w tym kraju w taki sposób, by poważało jego insty­tucje i wartości, by utożsamiało się z jego zwycza­jami i tradycjami, by czerpało dumę z jego niezwy­kłych osiągnięć, by otaczało czcią jego narodowe symbole… Wyższość amerykańskiego stylu życia, szeroko rozumianej amerykańskiej kultury, była jawnym i ukrytym przesłaniem tego nieustannego szkolenia w obywatelstwie. Jeśli czasami przesła­nie to popadało w przesadę lub było polukrowane, potwierdzała je historia, a nawet świadectwo zmy­słów dziecka[6].

Zatem w starych, cudownych czasach, zanim relatywiści pokonali mur [naszego] ogródka, prawda była tak jasna, że „nawet zmysły dziecka” mogły ją uchwycić. Wydaje się, że właśnie taki rodzaj prawdy Bennett uważa za naprawdę ważny. Troska o obiek­tywną, nierelatywną prawdę, to troska o to, co jest proste i czemu towarzyszy uczucie pewności.

Jako obrona wartości prawdy takie stanowisko samo się obala. Po pierwsze, niezachwiane przy­wiązanie do tego, w co się wierzy, nie jest znakiem troski o prawdę. Jest znakiem dogmatyzmu. Tro­ska o prawdę nie znaczy, że nigdy nie będziesz zmuszony przyznać, że się mylisz. Wręcz przeciw­nie – troszczenie się o prawdę oznacza, że musisz być otwarty na możliwość, iż twoje własne przeko­nania są błędne. Po drugie, ta dogmatyczna posta­wa, to poczucie „wyższości”, do którego zachęca Bennett, myli troskę o prawdę z troską o to, co uważa się za pewne. W rezultacie wiedzie ona do podważenia raczej niż wspierania atencji dla praw­dy. Jesteśmy bowiem dorośli i nasze wyobrażenie, w przeciwieństwie do wyobrażeń dziecka, jest bar­dziej podatne na to, by przybierać różne odcienie szarości. W konsekwencji większość z nas wie, że jest mało prawdopodobne, byśmy odnośnie do bardzo wielu spraw zyskali kiedyś absolutną pew­ność. Jeśli jednak pomylimy wówczas dążenie do prawdy z dążeniem do – niemożliwego do osią­gnięcia – poczucia pewności, to wtedy także praw­da wydaje się nagle nieosiągalna. Staje się zatem celem, do którego w pierwszej kolejności nie war­to już mierzyć, bo nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że go dosięgnęliśmy.

Cynizm wobec prawdy jest szeroko podzielany, ale nie nieunikniony. Jesteśmy podatni na cynizm nie dlatego, że uznajemy go za taki wspaniały, ale dlatego, że jesteśmy zdezorientowani co do tego, czym jest prawda i w jaki sposób może być war­tościowa. A to z kolei powoduje, że przyjmujemy część tych samych wyświechtanych założeń na temat prawdy. Filozofowie tacy jak Fish mówią, że skoro wiara w stare, absolutne pewniki jest naiwna, to prawda jest pozbawiona wartości. Autorzy tacy jak Bennett dowodzą, że skoro prawda ma wartość, to byłoby lepiej gdybyśmy zajęli się wyuczeniem się tych absolutnych pewników na nowo. Ukrytym założeniem obu tych poglądów jest to, że mamy jedynie te dwie opcje: absolutnie pewna prawda przez duże „P” albo żadnej prawdy. Nic dziwnego, że wobec takiego wyboru załamujemy ręce.

Ta książka jest filozoficznym badaniem oraz obroną idei, że prawda jest ważna. Będę się sta­rał przekonać Państwa, że jeśli zależy Państwu na prawdzie, to lepiej, żeby nie zależało wam na dog­matach; że wiele – choć nie wszystko – z tego, co występuje pod etykietą „relatywizm”, jest głupie; że mimo to, nie muszą Państwo wierzyć w jedną, jedynie słuszną narrację o świecie; że dochowanie samemu sobie wierności jest trudne, ale warto; że gotowość, by stanąć w obronie tego, w co się wie­rzy, jest istotna dla szczęścia; i że jeśli zależy wam na waszych prawach, to lepiej, żeby zależało wam też na prawdzie. Musimy wykroczyć myślą poza naszą dezorientację i porzucić nasz cynizm w stosunku do wartości prawdy. W przeciwnym razie nie będziemy w stanie działać w sposób prawy, żyć autentycznie i mówić prawdę władzy [prosto w oczy].

Książkę tę postrzegać można przede wszystkim jako obronę czterech twierdzeń: że prawda jest obiektywna; że dobrze jest wierzyć w to, co jest prawdziwe; że prawda jest wartościowym celem dociekań; oraz że prawdą warto się przejmować ze względu na nią samą. Wywód posuwać się będzie etapami. W pierwszej części spróbuję zdiagnozować oraz odrzucić najbardziej powszechne pomył­ki i błędne założenia, które wiodą nas do cynizmu wobec prawdy. O niektórych z tych pomyłek już wspomniałem: prawda nie jest ważna, bo jest nie­osiągalna; prawda nie jest ważna, ponieważ jest względna; prawda nie jest ważna, gdyż fałsz często jest bardziej użyteczny. Każda z tych koncepcji jest zrozumiała, ale każda z nich, jak dowodzę, jest błęd­na. Część druga mówi o pewnych teoriach prawdy. Cynizm co do prawdy nie jest tylko wynikiem dez­orientacji i niezrozumienia. Jest również rezultatem dominacji pewnych filozoficznych teorii prawdy. Omawiam i krytykuję trzy najważniejsze. Trzecia część książki wyjaśnia to, dlaczego prawda jest waż­na. W moim podejściu badam tę kwestię, by tak to ująć, od podszewki. Zaczynam od pewnych głęboko osobistych powodów, by przejmować się prawdą; argumentuję, że – co być może zaskakujące – jest to część prowadzenia szczęśliwego życia. Następnie rozważam o tym, dlaczego troska o prawdę jest waż­na w naszych osobistych relacjach z innymi. Koń­czę zaś przebadaniem politycznej wartości prawdy, a zwłaszcza związku między troską o prawdę a tro­ską o prawa człowieka.

Zastanowienie się nad tym, dlaczego nam na czymś zależy, może nam pomóc w lepszym zrozu­mieniu tego, czym to coś jest. Pomyślenie o tym, dlaczego powinno nam zależeć na prawdzie, mówi nam o niej dwie rzeczy: po pierwsze, że prawda jest, po części, dogłębnie normatywną własnością – jest wartością. A po drugie, że jest to fakt, który wyjaśnić musi każda zadowalająca teoria prawdy. W świetle tego faktu sugeruję, że tak, jak inne war­tości, prawdę należy rozumieć jako zależną od wła­sności niższego rzędu, ale niesprowadzalną do nich. To jednak, od których własności zależy prawda lub po których następuje, może się zmieniać w zależno­ści od typu omawianego przekonania. Otwiera to drzwi przed pewnego rodzaju pluralizmem: praw­da w etyce może być urzeczywistniana inaczej niż w fizyce.

Pytania, które są ważne, to pytania życiowe – takie, w obliczu których stajemy każdego dnia. „Po co przejmować się prawdą?” jest takim pytaniem. Pomimo bowiem naszej niechęci do złudy, nieczę­sto przejmujemy się prawdą tak, jak powinniśmy: sięgamy po przemilczenia, chowamy się za niejedno­znacznością, powstrzymujemy się od zabierania gło­su, odwracamy wzrok, przestajemy zadawać pytania, ignorujemy uzasadnione obiekcje, manipulujemy danymi, zamykamy nasze umysły. Nieprzejmowanie się prawdą to rodzaj tchórzostwa. Zaś sam fakt, że ma ono miejsce, oznacza, że pytanie o to, dlaczego powinno nam zależeć na prawdzie, jest zarówno waż­ne, jak i niesamowicie osobiste.

Oznacza to również, że nasze odpowiedzi muszą być ludzkie. W konsekwencji, wartość prawdy, której bronię w tej książce, nie jest jakimś abstrak­cyjnym, absolutnym ideałem. Nie interesuje mnie wyniesienie prawdy na piedestał. Prawda zasługuje na to, by się nią przejmować, ale nie jest warta kul­tu. To tylko jedna spośród wielu wartości i to nawet nie najważniejsza – jeśli taka w ogóle istnieje. Jeśli prawda jest ważna, to jest ważna dla nas, w pogma­twanym, pełnym konfliktów życiu rzeczywistych istot ludzkich. O ile poniższy wywód jest logiczny, o tyle możemy być pewni, że taka właśnie jest.

 

 

[1] Orędzie o stanie Unii w styczniu 2003 roku. Padło w nim mię­dzy innymi stwierdzenie, że Irak próbował zakupić uran w Nigrze.

[2] Zob. np. David E. Sanger, „A Shifting Spotlight on Uranium Sales”, New York Times, 15 lipca 2003. Już 25 kwietnia 2003 roku ABC News donosiło, że urzędnicy rządowi i zewnętrzni doradcy powiedzieli reporterowi ABC, Johnowi Cochranowi, iż rząd kładł nacisk na zagrożenie bronią Saddama w celu uzyskania od ONZ prawnego usankcjonowania wojny oraz dla podkreślenia niebez­pieczeństwa w kraju. „Nie kłamaliśmy – powiedział jeden z urzęd­ników – ale była to tylko kwestia rozłożenia akcentów”.

[3] Stanley Fish, „Truth But No Consequences: Why Philosophy Doesn’t Matter”, Critical Inąuiry, 2003, 29, s. 389-417.

[4] C-Span (Cable-Satellite Public Affairs Network) – amery­kańska sieć telewizyjna, utworzona w 1979 roku, która relacjo­nuje życie polityczne w Stanach Zjednoczonych oraz najważniej­sze wydarzenia z całego świata. Telewizja transmituje m.in. wiele posiedzeń rządu Stanów Zjednoczonych oraz Kongresu, nie pod­dając tych relacji obróbce montażowej i nie opatrując ich żadnym komentarzem, co ma zapewnić odbiorcom dostęp do nieprzekła- manych i niezmanipulowanych treści [przyp. tłumacza].

[5] William Bennett (ur. 1943) – amerykański konserwatywny ekspert i polityk. W latach 1985-1988 kierował resortem edukacji w administracji Ronalda Regana [przyp. tłumacza].

[6] William Bennett, Why We Fight: Moral Clarity and the War on Terrorism, Regnery Publishing, New York 2003, s. 56.


Spis treści

Przedmowa do wydania polskiego. Prawda w erze postprawdy 11

Przedmowa 19

Wprowadzenie 23

Część I. Cyniczne mity

1. TRUIZMY NA TEMAT PRAWDY 37
Ucinacz dyskusji 37
Prawda jest obiektywna 39
Prawda jest dobra 45
Prawda jest wartościowym celem dociekań 49
Prawdą warto się przejmować ze względu na nią samą 52
Dobre i złe pomysły 63

2. CZY PRAWDA JEST NIEOSIĄGALNA? 67
Koszmar 67
Mapa świata 71
Bezpieczeństwo 82

3. CZY PRAWDA JEST WZGLĘDNA? 91
Człowiek jest miarą 91
Prost(acki)y relatywizm 95
Prawda jako władza 101
Relatywizm bez nihilizmu 115

4. PRAWDA BOLI 127
Niebezpieczna wiedza 127
Wyjątki potwierdzające regułę 131
Kontekst i doniosłość 144
Pytania i odpowiedzi 151

Część II. Fałszywe teorie

5. PRAWDA JAKO ŚRODEK DO CELU 163
Kręcimy się w kółko 163
Właściwe narzędzie 167
Dlaczego (klasyczny) pragmatyzm nie działa 177
Bardziej spójna propozycja? 182
Różnice, które robią różnicę 187

6. PRAWDA A OBRAZ NAUKOWY 199
Naturalizm i ludzkie wartości 199
Prawda jako to, co mówi nam nauka 205
Umysł jako mapa 220
Problem Moore’a 235
Naturalizm jako nihilizm 243
Motywacyjny promień przyciągający 250
Możliwość pluralizmu 255

7. PRAWDA JAKO FIKCJA 269
Analogie 269
Nietzscheańskie lekcje? 271
Minimalizm 287

Część III. Dlaczego prawda jest ważna

8. PRAWDA I SZCZĘŚCIE 313
Osobiste pytanie 313
Poznaj samego siebie 317
Troska o prawdę 338
Uczciwość 343
Szczęście 358
Więcej pytań, więcej odpowiedzi 375

9. SŁODKIE KŁAMSTWA 383
Kłamczuch, kłamczuch 383
Szczerość 398

10. PRAWDA I DEMOKRACJA LIBERALNA 411
My nie kłamiemy 411
Społeczna wartość prawdy 414
Prawda i prawa 419
Milczenie niewolnictwa 448

Epilog 457

Bibliografia 463

Indeks osób i pojęć 481


Piotr Biłgorajski: Cóż to jest prawda? [recenzja]

Michael Patrick Lynch w swojej nowej książce podejmuje się zadania obrony prawdy, rozumianej jako własność zdań, które adekwatnie opisują rzeczywistość. Ale czy prawda w tym klasycznym sensie faktycznie potrzebuje obrony? Lynch pokazuje, że domniemana ważność prawdy nie jest wcale oczywista. Jego zdaniem współcześnie prawda coraz częściej traci na znaczeniu pod wpływem rozmaitych „mitów” na jej temat, takich jak przekonanie, że prawda jest subiektywna lub że ważniejsza od prawdy jest skuteczność. W tym kontekście główna teza książki, że prawda jest dobra, obiektywna i osiągalna, wydaje się niemal kontrowersyjna.

Lynch rozprawia się z cynicznymi mitami na temat prawdy. Z jednej strony broni czterech truizmów: że prawda jest obiektywna, że jest dobra, że stanowi wartościowy cel dociekań oraz że jest warta tego, by zależało nam na niej ze względu na nią samą. Z drugiej strony argumentuje przeciwko „złym pomysłom” na temat prawdy: że istnieje tylko „Jedna Prawda”, że prawda jest czymś tajemniczym i dostępnym wyłącznie dla wtajemniczonych oraz że powinniśmy dążyć do prawdy za wszelką cenę. Na łamach książki znajdziemy więc polemikę z wieloma nieklasycznymi stanowiskami w kwestii znaczenia i natury prawdy. Lynch dyskutuje m.in. z pragmatyzmem, który sprowadza prawdę do skuteczności, oraz relatywizmem, który zakłada, że prawda jest względna. Lynch nie kwestionuje aspektowości prawdy, ale przyjmując pogląd, że prawda często zależy od kontekstu, stara się uniknąć nihilistycznej konkluzji, że obiektywna prawda nie istnieje. Jego zdaniem tym, co ostatecznie motywuje nas do poznawania rzeczywistości i sprawia, że jesteśmy skuteczni w działaniu, jest właśnie głębokie poczucie, że niezależny od nas świat naprawdę istnieje, a my możemy mieć prawdziwe przekonania na jego temat.

Chociaż celem książki jest, jak skromnie deklaruje Lynch, obrona „trywialnych tez”, nie ogranicza się ona do banalnych konstatacji. Autor w przystępny sposób omawia najnowsze filozoficzne dyskusje na temat natury prawdy i w przekonujący sposób kreśli konsekwencje, jakie odrzucenie pojęcia obiektywności może mieć dla nauki i społeczeństwa. W czasach, gdy cyniczni populiści próbują wmawiać nam, że prawda nie ma znaczenia, pozornie niewinny postulat Lyncha, aby szanować prawdę, staje się nagle niezwykle radykalny.


Michael Patrick Lynch, Prawda i życie. Dlaczego prawda jest ważna, przeł. D. Misztal, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020, 491 ss.

Piotr Biłgorajski: Cóż to jest prawda? [recenzja]


Print Friendly, PDF & Email
Zapraszam na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.