Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze – Łukasz Lamża

Zdawałoby się, że dostęp do wiedzy jest dziś nieograniczony i łatwy. Jednak czasy, w których żyjemy, przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi – z gąszczu komentarzy i linków trudno wyłuskać rzetelne informacje, samozwańczy eksperci prześcigają się w dobrych radach, a „najnowsze badania” stały się zaklęciem sankcjonującym każdą teorię. Czujemy, że wiedza coraz bardziej nas zawodzi, jednocześnie nie wiedząc, kiedy możemy zaufać naukowej prawdzie.Dziennikarz naukowy Łukasz Lamża brawurowo prowadzi nas przez krainę szarlatanerii, meandry pseudonauki i szczyty teorii spiskowych. Wiedza i dociekliwość autora oraz próba zrozumienia oponentów składają się na fascynujący alfabet pseudonauki, a zmierzenie się z najbardziej gorącymi zagadnieniami to świetny sposób na poznanie obiektywnej, naukowej prawdy.Antyszczepionkowcy – audiofilia ekstremalna – chemtraile – homeopatia – irydologia – kreacjonizm młodoziemski – płaska Ziemia – radiestezja – strukturyzacja – pamięć wody – powiększanie piersi w hipnozie – wysokie dawki witaminy C – zaprzeczanie globalnemu ociepleniu – żywa woda, surowa woda.

  • Światy równoległe
    Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze
  • Łukasz Lamża
  • ISBN:978-83-8049-963-8, ss.
  • E-book・Światy równoległe
  • ISBN:978-83-8049-969-0

ŁUKASZ LAMŻA

ŚWIATY RÓWNOLEGŁE

CZEGO UCZĄ NAS PŁASKOZIEMCY, HOMEOPACI I RÓŻDŻKARZE

FRAGMENT

Pseudonaukę, medycynę alternatywną i wszelkiej maści „podejrzane teorie”, które tak gęsto zaludniają współczesny świat idei, łatwo zbagatelizować. Niektóre z nich – zwłaszcza te najbardziej egzotyczne – wydają się wręcz zapraszać do kpin. Bo jakże inaczej zareagować na obwieszczenie, że Ziemia jest płaska, a światem rządzą gady w człowieczej skórze? Nie ukrywam, że i mnie do pseudonauki ciągnie czasem najzwyklejsza fascynacja tym, co dziwne i niecodzienne. Niektóre poglądy tego typu mieszczą się – w moim prywatnym archiwum idei – w ogólniejszej kategorii zaskakujących przejawów ludzkiej kreatywności, jak szachoboks, laser na komary, wojskowa fotografia lotnicza z użyciem gołębi albo manualizm, czyli sztuka produkowania dźwięków wyłącznie przy użyciu własnych dłoni. Często jestem pytany, dlaczego potrafię siedzieć godzinami, czytając o rozmaitych sposobach na utrzymanie przy życiu pingwinów na arce Noego albo o kolejnych dowodach na globalny spisek reptilian. Jak to „dlaczego”?… Przecież to jest fascynujące – samo w sobie, po prostu jako jeden z wielu przejawów ducha ludzkiego!

To jednak perspektywa względnie uboga i ostatecznie nieuczciwa, a kpienie z pseudonauki, które jest dziś popularną w mediach reakcją, zwłaszcza na medycynę alternatywną, jest ostatecznie wyrazem bezradności. Zmaganie się z fałszywymi teoriami – zwłaszcza tymi poważniejszymi, lepiej dopracowanymi, bardziej wiarygodnymi, cieszącymi się pewnym szacunkiem i zakorzenionymi w społeczeństwie, jak różdżkarstwo czy homeopatia – tak naprawdę zmusza bowiem do dogłębnego poznania rzeczywistego stanu rzeczy. Łatwo jest kpić, trudniej argumentować. Na antyszczepionkowców czy kreacjonistów można się też po prostu żachnąć, powołując się na stulecia badań i konsensus naukowy, jednak wtedy będzie to niewiele więcej niż argument z autorytetu. Aby naprawdę przekonująco – czyli rzeczowo – obalić tezę, że szczepionki wywołują autyzm, a witaminą C można leczyć raka, trzeba liznąć nieco biofizyki, chemii, farmakologii oraz anatomii i fizjologii człowieka. Wbrew pozorom nie jest łatwo wyjaśnić, dlaczego tak naprawdę nie powinniśmy wierzyć w homeopatię czy pamięć wody. Czytanie fałszywych teorii to więc świetny pretekst, aby bliżej poznać prawdę.

Jest jednak kolejna, jeszcze większa korzyść ze studiowania pseudonauki. Nawet gdy już zrozumiemy, w czym rzecz, i rozprawimy się na poziomie merytorycznym z płaską Ziemią, kreacjonizmem młodoziemskim i żyłami wodnymi, wciąż pozostaną pytania: skąd wzięły się te wszystkie „szalone” pomysły i dlaczego właściwie cieszą się tak wielką popularnością? Jak to możliwe, że w aptece można dziś kupić przepisane przez lekarza cukrowe granulki, które nasączono wodą pozostałą po płukaniu probówek zawierających rozdrobnione serce kaczki (a tym właśnie jest preparat homeopatyczny Oscillococcinum)? Dlaczego właściwie tysiące rodziców nie chcą szczepić swoich dzieci? Łatwo niestety spotkać się z uproszczonym, krzywdzącym skwitowaniem: „to idioci” albo „to oszuści”. Zwykle to nieprawda. Spędziłem wiele miesięcy, podchodząc do rozmaitych zagadnień pseudonaukowych i paramedycznych z powagą i zaangażowaniem, a do przedstawicieli tych nurtów z szacunkiem, na jaki każdy człowiek po prostu zasługuje. Nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać kogoś, kogo mógłbym szczerze określić jako „po prostu idiotę” ani prawdziwie cynicznego oszusta.

Naprawdę dogłębna analiza zawsze prowadzi do odkrycia skomplikowanej siatki motywacji, w której można odnaleźć wszystkie zwykłe ludzkie zjawiska psychologiczne i społeczne, które są również udziałem „sceptyków” i „racjonalistów”. Teorie pseudonaukowe wyrastają na złożonej pożywce, w której odnaleźć można nie tylko niewiedzę i nieporozumienia merytoryczne, ale również niepokój, lęk i nadzieję (zwłaszcza w przypadku medycyny alternatywnej), przesadną skłonność do doszukiwania się porządku (zwłaszcza w przypadku teorii spiskowych), brak zaufania do instytucji publicznych i nauki oraz niezrozumienie tego, jak one funkcjonują (w zasadzie we wszystkich przypadkach), rozczarowanie wynikające ze zderzenia pięknych ideałów z niedoskonałą codziennością (co szczególnie łatwo dostrzec w przypadku ruchu antyszczepionkowego) czy rozmaite konflikty wartości. To nigdy nie jest po prostu tak, że ktoś „wymyśla sobie jakąś głupotę”.

Pierwszym celem tej książki jest więc opisanie niektórych spośród szczególnie popularnych dziś „kiepskich teorii” – mam nadzieję, że szerzej i spokojniej, niż się to zwykle dziś robi w mediach. Jako czynny dziennikarz wiem doskonale, jakie ograniczenia narzuca forma kilkuminutowego filmu albo artykułu na dziesięć tysięcy znaków, nie mówiąc już o deadline’ach, które potrafią uniemożliwić odpowiednio głębokie wejście w temat. Teraz mogłem rozluźnić te ograniczenia. Moim pierwszym krokiem podczas pisania każdego rozdziału była próba zrozumienia, co tak naprawdę twierdzą antyszczepionkowcy, homeopaci, różdżkarze czy płaskoziemcy. Zwykle okazywało się, że ich teorie kryją w sobie znacznie więcej treści, niż można by przypuszczać, sądząc wyłącznie po ich obecności w mediach głównego nurtu. Nawet jeśli jest to treść dogłębnie fałszywa, myślę, że warto dobrze ją poznać.

Drugim moim celem – choć nie najważniejszym – jest wyjaśnienie, czysto merytorycznie, dlaczego dane przekonanie jest błędne. Co ciekawe, w większości przypadków procedura ta doprowadziła mnie przy okazji do pytania o to, czym są nauka, dowody i pewność jako taka, a więc na grunt działu filozofii zwanego epistemologią. Pseudonauka rośnie bowiem najchętniej w „sferze cienia” – obszarze wiedzy ludzkiej, który jest obciążony szczególnie dużą dozą niepewności. Nawigowanie po tych obszarach wymaga wielkiego wyczucia i zrozumienia, jak działa nauka i jakiego właściwie poziomu pewności powinniśmy się po niej spodziewać. Sporą część tej książki poświęcam więc temu, co dzieje się za kulisami nauki i medycyny.

Trzeci i najważniejszy cel, który sobie postawiłem, to próba odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego?”. Dlaczego istnieją ruchy młodoziemskie i płaskoziemskie, dlaczego kwitnie handel homeopatyczną wodą, gigantycznymi dawkami witaminy C i magicznymi kabelkami do sprzętu audio? Jeżeli naszym celem jest świat oczyszczony z bzdur, świat racjonalny, epistemologicznie „czysty” – przynajmniej w tym zakresie, w którym irracjonalne zabrudzenia światopoglądu powodują realne ludzkie cierpienie – to powinniśmy ze szczególną uwagą przyjrzeć się właśnie pytaniom o głębokie przyczyny.

Na koniec powinienem chyba wyznać, że w trakcie pisania tej książki trudno mi było zachować powagę, której można by się pewnie spodziewać po tak nobliwej deklaracji celów. Cóż, wspominałem już, że czasem nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy czyta się recenzje audiofilskich kabli zasilających, kreacjonistyczne obliczenia tempa produkcji nawozu na arce Noego albo relacje z eksperymentów płaskoziemców. Co bardziej kuriozalne znaleziska, na które natrafiłem, badając kolejne „kiepskie teorie”, przytaczam w kolejnych rozdziałach. Starałem się nie pokpiwać i nie puszczać oka, ale pewnie nie zawsze mi się udało. Cóż, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

Andrzej Zykubek
Zapraszam na

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.