Pre-aksjologiczny aspekt granic natury: czy istnieją działania (nie)naturalne? – Grzegorz Bugajak

Posted on Posted in artykuł, Polski Zjazd Filozoficzny
Roczniki Filozoficzne
Roczniki Filozoficzne

Pre-aksjologiczny aspekt granic natury: czy istnieją działania (nie)naturalne?

Grzegorz Bugajak

Kwalifikowanie ludzkich działań i zachowań jako naturalnych (i ich przeciwstawianie nienaturalnym) odgrywa ważną, a niekiedy decydującą rolę w wielu rozwiązaniach etycznych. Jednakże badanie samej kategorii natury definicyjnie należy do filozofii przyrody, dlatego taką ‚przed-etyczną’ refleksję można podejmować właśnie w ramach tej dyscypliny. W tej per­spektywie, odwołując się do kilku dość standardowych przykładów, spróbuję wskazać na problematyczność takich kwalifikacji. Postaram się następnie uzasadnić, że problem ten nie jest kwestią partykularną, tj. nie wynika ze szczegółów tych standardowych sytuacji, lecz sięga głębiej — do samej zasady podziału na naturalne i nienaturalne, a nawet do podstawy podziałów (czyli klasyfikacji) jako takich.

W ramach etyki środowiskowej formułuje się niekiedy postulat zachowa­nia naturalnego stanu przyrody jako dyrektywę, która powinna kierować naszym działaniem w środowisku naturalnym. Idea ta stoi nie tylko u pod­staw projektowania i zakładania rezerwatów przyrody, co jest działaniem bardzo specyficznym, ale bywa wysuwana jako jedna z naczelnych zasad dotyczących ludzkiego zachowania się wobec przyrody generalnie. Natu­ralny stan przyrody oznacza przy tym stan bez ingerencji człowieka i choć czynimy koncesje na rzecz rozwoju cywilizacyjnego, to jednak — kierując się tą dyrektywą — robimy to dość niechętnie i niejako wstydliwie. Tym samym ludzkie działania traktujemy jako definicyjnie nienaturalne. To jed­nak jest stanowiskiem raczej trudnym do uzasadnienia, a co więcej, przyjmo­wanym najczęściej niekonsekwentnie. Pewien znajomy filozof (niech mi wybaczy, że nie piszę o nim imiennie — nasza rozmowa miała charakter prywatny; nazwijmy go S.) wspominał kiedyś, że spacerując w latach 70. w górach w pobliżu Czorsztyna, spotkał grupę młodych ludzi protestujących przeciw budowie zapory na Dunajcu. Protestujący, zapytani o powody swo­jego zachowania, odpowiedzieli, że zapora ta nie powinna powstać, ponie­waż zniszczy naturalne piękno przełomu Dunajca. Dowiedziawszy się, że ma do czynienia z grupą studentów z Krakowa, S. zauważył, że niepotrzebnie trudzili się wyprawą w Pieniny, bo bliżej domu także mają szansę czynnego wyrażenia swoich poglądów. Niech, mianowicie, rozbiorą zamek na Wa­welu. Zdumionym rozmówcom wyjaśnił: przecież zamek ten niszczy natu­ralne piękno Wzgórza Wawelskiego. Deklarując nienaturalność ludzkich przedsięwzięć, sytuujemy człowieka poza naturą, co jest opcją trudną do przyjęcia, zważywszy chociażby na nasze ewolucyjne pochodzenie. Alter­natywą jest uznanie, że człowiek jest częścią natury, a tym samym, że jego działania — jakiekolwiek by były — są naturalne. Tertium non datur. Żyjące w świecie przyrody populacje różnych gatunków zawsze w jakiejś mierze modyfikowały swoje środowisko, choćby przez sam fakt swojej w nim obec­ności. Tak też dzieje się w przypadku żyjących w tym środowisku ludzi. Nie widać powodów, by to, co akceptujemy jako swoistą konieczność życia bio­logicznego, odrzucać w przypadku działań grup (a nawet jednostek) ludz­kich. Nawet zaś jeśli takie powody istnieją, to nie może do nich należeć „dyrektywa naturalności”, gdyż nie sposób jej racjonalnie uzasadnić.

W ostatnim czasie uwagę wielu z nas absorbowała dyskusja na temat metody zapłodnienia in vitro. Jednym z argumentów uzasadniających nega­tywną etyczną ocenę tej metody jest uznanie jej za nienaturalny sposób powoływania ludzi do życia. Przyjęcie tej argumentacji musi jednakże kon­sekwentnie prowadzić do wniosku, że każde posłużenie się jakimś — na­zwijmy to: „technicznym” — środkiem wspomagającym siły natury jest nienaturalne, a zatem — zgodnie z tym argumentem — złe. W tej per­spektywie etycznie nagannym działaniem byłoby zjedzenie obiadu przy uży­ciu noża i widelca. Chcę wyraźnie podkreślić, że te uwagi nie są polemiką z samą kwalifikacją etyczną metody in vitro, lecz z uzasadnieniem tej kwali­fikacji. Istnieją ważne argumenty, które w ramach konkretnych systemów etycznych uzasadniają jej negatywną ocenę. Jednakże odwoływanie się w takim uzasadnieniu do kategorii natury jest po prostu nieskuteczne.

Innym przykładem nieuprawnionego odwoływania się do kategorii natury jest uzasadnianie różnic między rozmaitymi metodami regulacji poczęć tą właśnie kategorią i dzielenie tych metod na naturalne i sztuczne. Natura rze­czywiście zna naturalne metody „sterowania” rozrodczością. Są nimi po pro­stu cykle płodności — fakt, że nie zawsze i nie w każdych warunkach może dojść do powstania nowego życia. Jeśli natomiast w ludzkie działania zwią­zane z rozrodczością wkrada się element nienaturalności, to nie jest on związany ze stosowaną metodą, lecz z samą decyzją, by swoją rozrodczością dodatkowo kierować, to znaczy dbać o to, żeby naturalne zachowania seksual­ne nie prowadziły do poczęcia. W tej perspektywie samo postanowienie, by zachowań takich zaniechać w pewnym szczególnym czasie, ze względu na ich możliwe konsekwencje, jest nienaturalne. Jest to bowiem ingerencja w to, co bez takiego postanowienia i zaniechania — „zrobiłaby” przyroda.

Jeszcze innym przykładem ludzkich zachowań kwalifikowanych zwykle jako nienaturalne są zachowania homoseksualne. Nie ulega wątpliwości, że zachowania takie są w populacji ludzkiej marginalne (nie widzę przy tym sensu dyskutowania, czy margines ten wynosi jeden czy pięć procent, czy wyraża się jeszcze innym ułamkiem). Są to jednak zachowania spotykane wśród naturalnych istot ludzkich (nb. także wśród niektórych gatunków zwierząt). Jedyną zatem podstawą ich uznania za nienaturalne jest w gruncie rzeczy statystyka. Możemy się oczywiście zgodzić, że taki sposób zacho­wania, który jest obcy większości ludzi, będziemy nazywać nienaturalnym (czy nawet nieludzkim). Warto jednak wówczas pamiętać, że jest to „decyzja definicyjna” i że jest to decyzja arbitralna: zarówno przez wybór statystyki (większość — mniejszość) jako kryterium definicyjnego, jak i przez, szcze­gółowe już, ustalenie na jakim poziomie — jak mówią w żargonie statystycy odcinamy ogony rozkładu, czyli jaka część populacji ludzkiej (poniżej jakiego progu procentowego) wykazuje dane zachowanie, które określamy następnie jako nienaturalne.

Jeszcze raz chcę wyraźnie podkreślić, że prezentowane tu refleksje mają zgodnie z tytułem tego krótkiego „głosu w dyskusji” — charakter przed-etyczny. Oznacza to, że nie są one polemiką z konkretnymi rozwiązaniami etycznymi. Wszystkie wymienione wyżej przykłady ludzkich zachowań są w wielu systemach etycznych kwalifikowane jako moralnie złe, a kwali­fikacja taka ma w owych systemach swoje uzasadnienie. Wskazuję jedynie, że kategoria natury nie może pełnić funkcji podstawy takiego uzasadnienia. Ponadto chodzi tutaj o taką treść pojęcia natury, którą nadać mu można w ramach filozofii przyrody. Jest oczywiste, że w innych dyscyplinach filo­zoficznych (np. w ramach filozoficznej antropologii) treść ta jest ujmowana inaczej. Zasadność tych innych ujęć byłaby jednak przedmiotem zupełnie innej dyskusji.

*

Powyższe uwagi można potraktować jako polemikę z traktowaniem kate­gorii natury jako kategorii granicznej, która umożliwiałaby dzielenie zacho­wań i działań na dwa zbiory: naturalne i nienaturalne. Poszerzając tę per­spektywę przez odejście od kontekstu działań i zachowań, można postawić pytanie ogólniejsze — o generalną „graniczność” tej kategorii. Materiału do refleksji może dostarczyć tutaj na przykład historia i filozofia biologii, w której znane są spory o zasadę podziałów taksonomicznych. Od Linneusza począwszy, taksonomowie zwykle uzasadniali swoje propozycje właśnie naturalnością proponowanych podziałów. Najczęściej jednak gdzie indziej tę naturalność widzieli, a zgody nie było już na najbardziej podstawowych poziomach taksonomicznych: np. Karol Linneusz dzielił świat na trzy „kró­lestwa”, uważając ten podział za naturalny, bo reprezentujący idee w umyśle Boga stwarzającego świat, a jeden z jego konkurentów, William MacLeay, uznawał, że organizmy powinny być klasyfikowane w zagnieżdżających się, pięcioelementowych seriach, ze względu na wyjątkowe „racjonalne zna­czenie” (naturalność?) liczby pięć. Dzisiaj rzadko kto podaje w wątpliwość arbitralność taksonomii. Arbitralność nie oznacza tu kompletnej dowolności; proponowane podziały są w ten czy inny sposób uzasadniane, niemniej żad­nego z nich nie uważa się zwykle za jakoś wyjątkowo (na tle innych) naturalny. Dotyczy to także podstawowej jednostki taksonomicznej, jaką jest gatunek. Gatunki (można powiedzieć: nawet gatunki, a co dopiero inne jed­nostki taksonomiczne) po prostu nie istnieją obiektywnie. Co prawda tzw. biologiczna definicja gatunku (ta, którą znamy ze szkoły) wyznacza jasną granicę między gatunkami (dwa osobniki należą do tego samego gatunku, jeśli mogą mieć płodne potomstwo), jednakże jest ona z oczywistych po­wodów nie do zastosowania w odniesieniu np. do organizmów wymarłych. Cała zatem paleontologia musi operować innym pojęciem gatunku. Pojęcia te są różnie konstruowane, np. w oparciu o zestaw cech morfologicznych albo genetycznych — ale właśnie: są konstruowane i są zmienne. Przykładem może być „detronizacja” neandertalczyka — pozbawienie go jego gatunkowego statusu: Niegdyś był to Homo neanderthalensis, gatunek od­rębny od Homo sapiens, a dziś uznawany jest za podgatunek tego drugiego (Homo sapiens neanderthalensis). Rzeczywistość się tu nie zmieniła — neandertalczyk był tym, czym/kim był; zmieniły się kryteria podziału. Mó­wiąc krótko, biologiczne gatunki nie istnieją w naturze. A ujmując to inaczej: natura nie jest kategorią graniczną nawet na tak podstawowym poziomie.

Poruszona wyżej kwestia naturalności gatunków biologicznych wiedzie do jeszcze dalszego poszerzenia perspektywy tych rozważań — do filo­zoficznego problemu tzw. gatunków (rodzajów) naturalnych. Przekonanie o ich obiektywnym istnieniu bywa uznawane za bezdyskusyjne. Na przykład jeden z bardziej znanych filozofów przyrody XX wieku, Andrew G. van Melsen, na tym przekonaniu ufundował cały swój system filozofii przyrody, przyjmując, że punktem wyjścia tej dyscypliny (czy też jej zasadniczym celem) powinno być wyjaśnienie gatunkowo-jednostkowej struktury świata materialnego. Problemy z naturalnością gatunków biologicznych sugerują jednak ostrożność także w tej szerszej perspektywie gatunków naturalnych, w odniesieniu do przekonania o ich „oczywistości” czy też — właśnie — „naturalności”. Sygnalizując jedynie tę kwestię, chciałbym na zakończenie jeszcze bardziej poszerzyć przyjmowaną perspektywę i zapytać już nie o naturalność takich czy innych konkretnych podziałów, ale o naturalność podziałów jako takich.

Jak zauważył już Platon, poznanie dyskursywne (umysłowe) polega właśnie na wprowadzaniu podziałów: dowiaduję się, że dana rzecz ma cechę A, dopiero wtedy, gdy „zauważę”, że są rzeczy, które ją mają, i takie, którym jej brak. Ten sposób poznania jest bardzo praktyczny, ponieważ wiedzie do „uporządkowania” świata: nie muszę już poznawać każdej rzeczy z osobna; wystarczy, że pogrupuję wszystko w jakieś zbiory, a następnie, poznając jeden egzemplarz danego zbioru, będę coś wiedział o wszystkich jego ele­mentach. Można nawet powiedzieć, że takie „dzielenie” świata jest koniecznością poznania umysłowego — inaczej po prostu się nie da. Czy stąd jednak wynika, że owe podziały są naturalne? Że istnieje coś w rzeczywistości, co im faktycznie odpowiada? Sądzę, że kategoryzacja rządzi się użytecznością, nie prawdą. Są filozofowie, którzy doceniając pragmatyczny walor tego typu poznania, przestrzegają, że ten kij ma dwa końce, że za tę pragmatykę trzeba zapłacić. Znany, żyjący w XX wieku hinduski filozof Jiddu Krishnamurti miał powiedzieć: „W dniu, w którym nauczysz dziecko słowa ptak, przestaje ono na zawsze widzieć ptaka”. Czy to nie wygórowana cena?

 

Cytowanie

Bugajak, Grzegorz. 2017. Pre-aksjologiczny aspekt granic natury: czy istnieją działania (nie)naturalne? „Roczniki Filozoficzne” 65, 1: 134-139, DOI: 10.18290/rf.2017.65.1-8

 

Panel: Granice Natury – Granice Nauki. Wprowadzenie – Paweł Zeidler

Pre-aksjologiczny aspekt granic natury: czy istnieją działania (nie)naturalne? – Grzegorz Bugajak

Granice czy ograniczenia w nauce – Janusz Mączka

Granice natury – granice nauki; granice i ograniczenia nauki – Zygmunt Hajduk

Granice nauki – Zbigniew Wróblewski

Granice natury, granice nauki – Elżbieta Kałuszyńska

Granice natury – granice nauki. Panel dyskusyjny podczas X Polskiego Zjazdu Filozoficznego

 

Zapraszam na

Andrzej Zykubek

Andrzej Zykubek, biolog i filozof, nauczyciel i miłośnik filozofii przyrody, dyskutujący ewolucjonista, zainteresowany genezą życia i umysłu poszukiwacz zatrudniony w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych KUL. Sympatyk torfowisk, rowerów i górskich wędrówek, wypraw kajakowych i bardzo dobrej muzyki.
Wieloletni Członek Komitetu Organizacyjnego i organizator Lubelskiego Festiwalu Nauki, a także wielu konferencji naukowych, wykładów i warsztatów. Prowadzi kilka stron www i serwisów społecznościowych, m.in. Wydziału Filozofii KUL i kognitywistyki KUL.
Wbrew pseudonimowi nadanemu mu przez studentów lubi innych przedstawicieli gatunku Homo sapiens sapiens.
Zapraszam na

5 thoughts on “Pre-aksjologiczny aspekt granic natury: czy istnieją działania (nie)naturalne? – Grzegorz Bugajak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *