Książka dotyczy problemu zmienności przyrody i ewolucji gatunków bytów ożywionych. Jednak w tytule nie ma słowa „ewolucja”, a podtytuł dotyczy „stałych w biofilozofii”. Autor używa terminu „ewolucja” dopiero w rozdziale trzecim, omawiając stan nauki przed Darwinem. Książka dotyczy zatem kwestii bardziej centralnej niż ewolucja.
Étienne Gilson
Od Arystotelesa do Darwina i z powrotem. Szkic o pewnych stałych biofilozofii
Gilson proponuje powrót do Arystotelesa – filozofa i przyrodnika, a zatem powrót do filozoficznych źródeł problemu przemienności bytów ożywionych. Analizując prace Linneusza, de Buffona, Malthusa, Lamarcka, Spencera, Darwina i Bergsona, omawia problemy klasyfikacji w przyrodoznawstwie, zmienność i niezmienność gatunków, ich źródła i charakter. Zajmuje się paradoksami mechanicyzmu w wyjaśnianiu przyrody oraz aporiami ewolucjonizmu i wskazuje na stałe biofilozofii – zasady kierujące życiem bytów, na czele z celowością.
Étienne Gilson, francuski myśliciel i historyk filozofii, wybitny pisarz i autor podręcznikowych dzieł z historii filozofii, miał wyrazisty pogląd na rolę filozofii w kulturze. Śledząc fascynującą dyskusję Gilsona z naturalizmem, materializmem, mechanicyzmem i scjentyzmem, dostrzegamy wielką rolę filozofii, zdolnej przezwyciężać naukowe redukcje.
Wymagającą filozoficznie i literacko książkę Gilsona przetłumaczył z języka francuskiego Krzysztof Jan Wroczyński, filozof prawa, profesor KUL, członek Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu. Przekład został z dużym uznaniem przyjęty przez Librairie Philosophique J. Vrin, paryskiego wydawcę książek Gilsona, co jest dodatkową zachętą dla Czytelnika pierwszej polskiej edycji tej ważnej książki.
- Étienne Gilson
- Od Arystotelesa do Darwina i z powrotem. Szkic o pewnych stałych biofilozofii
- Przeł. Krzysztof Jan Wroczyński
- Lublin 2025, s. 310
- ISBN 978–83–65792–48–8
Spis treści
- REALNA PRZEMIENNOŚĆ BYTU OŻYWIONEGO I EWOLUCJA
- UWAGI TŁUMACZA DO TEKSTU
- NOTA OD WYDAWCY
- Rozdział pierwszy ARYSTOTELESOWSKI PROLOG
- Rozdział drugi MECHANISTYCZNA NIEZGODA
- Rozdział trzeci CELOWOŚĆ I EWOLUCJA
-
- FIKSIZM
- TRANSFORMIZM
- Lamarck
- Darwin bez ewolucji
- Ewolucja bez Darwina
- Darwin i Malthus
- Ewolucja i teleologia
- Rozdział czwarty BERGSONIZM I CELOWOŚĆ
- Rozdział piąty GRANICE MECHANICYZMU
- Rozdział szósty STAŁE BIOFILOZOFII
ANEKS I
ANEKS II
- Darwin w poszukiwaniu gatunku
Realna przemienność bytu ożywionego i ewolucja
Udostępniona dzisiaj polskiemu czytelnikowi intrygująca książka Étienne Gilsona, Od Arystotelesa do Darwina i z powrotem, podejmująca – najogólniej mówiąc – problem realnej ewolucji gatunków w obrębie bytów ożywionych, jest jedną z ostatnich pozycji książkowych wydanych za jego życia. Ale czy faktycznie jest to książka o ewolucji? Prawdą jest, że wydana przed pięćdziesięciu laty, niemal natychmiast z problemem ewolucji była kojarzona. I tak jest do dzisiaj. Jeden ze współczesnych polskich entuzjastów teorii ewolucji napisał, że książki Gilsona nie da się pominąć w dyskusji nad ewolucją. Jednak w tytule książki nie ma słowa ewolucja, a podtytuł mówi o stałych w biofilozofii. Również w sztandarowym dziele Darwina o pochodzeniu gatunków ten termin zaistniał bardzo późno (w wydaniu szóstym) i nigdy nie stał się pojęciem centralnym, chociaż oczywiście Darwin je dobrze znał i w późniejszym okresie – jakby pod naporem faktów – akceptował. Gilson po raz pierwszy używa tego terminu dopiero w rozdziale trzecim tłumaczonej książki („Celowość i ewolucja”), w podrozdziale „Darwin bez ewolucji”, a więc omawiając przemiany, jakie w nauce dokonały się niedługo przed Darwinem, jeszcze w wieku XVIII. Przychodzi zatem na myśl, że może w książce jest coś bardziej centralnego niż ewolucja – autor rozpoczyna wszak od Arystotelesa, a sam termin z biegiem czasu okazał się tak szeroko stosowany, że jego sens staje się wręcz niejasny. A jednak pozostańmy przy tym, że książka jest o ewolucji. Chociaż decyzja ta wymaga jak widać komentarza.
I
Książka Étienne Gilsona jest w istocie filozoficzna, nie tylko dlatego, że autor był filozofem i historykiem filozofii, wybitnym w tej dziedzinie pisarzem i autorem podręcznikowych dzieł z filozofii klasycznej, średniowiecznej, tomistycznej i nowożytnej, ale dlatego, iż sam będąc filozofem miał wyrazisty pogląd na zagadnienia metafizyczne, na rolę filozofii w kulturze, a nawet w teologii. Miał cechy myśliciela.
Swą twórczość filozoficzną rozpoczął Gilson bardzo wcześnie. Niedługo po swym doktoracie wydał znaczącą książkę pod tytułem Le thomisme: Introduction au système de S. Thomas d’Aquin (Strasbourg 1919; Tomizm: Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, przeł. Jan Rybałt, Warszawa 1960, wyd. 2, 1998). Przez cały okres międzywojenny publikował kolejne prace, a po II wojnie światowej, już jako członek Akademii Francuskiej wydał, być może najważniejsze swoje książki (wśród nich L’être et l’essence, Paris 1948; Byt i istota, przeł. P. Lubicz, J. Nowak, Warszawa 1963, wyd. 2, 2006), co niezwykle ugruntowało jego pozycję jako współtwórcy całego nurtu filozofii odwołującego się do św. Tomasza (tomizm egzystencjalny). W sumie wydał ponad 60 książek i setki artykułów. Omawiać tej bogatej twórczości w tym miejscu nie możemy, ale możemy – a nawet musimy – podkreślić fakt, iż w Polsce, dzięki dużej ilości tłumaczeń, stał się on autorem znanym i poczytnym zrazu w środowisku filozofów chrześcijańskich. Na jego twórczości w głównej mierze oparła się filozoficzna szkoła lubelska, która po II wojnie światowej rozwinęła się w wyraźnej opozycji do dominujących wówczas nurtów filozofii materialistycznej.
Przetłumaczona obecnie książka jest jedną z ostatnich prac Gilsona. Po śmierci z pozostałych rękopisów powstały dwie pozycje: L’athéisme difficile (Paris 2014; Ateizm trudny, przeł. S. Piwko, T. Kuczyński, E. Romek, Warszawa 1990) i Constantes philosophiques de l’être (Paris 1983; Filozoficzne stałe bytu, przeł. M. Morek, Warszawa 2022) obydwie przetłumaczone na język polski. Zresztą tłumaczeń dzieł Gilsona na język polski nie brakuje – i nadal planowane są nowe – zarówno tych poświęconych stricte filozofii, jak na przykład Byt i istota, czy historii filozofii, jak History of Christian Philosophy in the Middle Ages (London 1955; Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, przeł. S. Zalewski, Warszawa 1966, wyd. 2, 1987) czy Recent Philosophy: Hegel to Present (współautorzy Th. Langan, A. A. Maurer, New York 1966; Historia filozofii współczesnej, przeł. B. Chwedeńczuk, Z. Zalewski, Warszawa 1977, wyd. 2, 1979), jak i tych przeznaczonych dla szerszego grona odbiorców, które często przybierały formę bardziej literacką, jak Héloïse et Abélard (Paris 1938; Heloiza i Abelard, przeł. A. Podsiad, Warszawa 1956, wyd. 2, 2000), L’école des muses (Paris 1951; Szkoła muz, przeł. B. Majchrzak, Warszawa 1965), God and Philosophy (New Haven 1941; Bóg i filozofia, przeł. M. Kochanowska, Warszawa 1961, wyd. 2, 1982). Podkreślić należy, że mówiąc o szerokim gronie odbiorców i formie literackiej nie mamy na myśli publicystyki. Gilson – cokolwiek pisał – zawsze pozostawał filozofem. Wiodącym, ale nie jedynym wydawcą Gilsona w Polsce był Instytut Wydawniczy PAX, którego zasługi w dziedzinie wydawniczej trudno przecenić. Postać i dzieło Gilsona są na tyle znane i dostępne dla grona osób interesujących się filozofią, że nie jest celowe przytaczanie w tym miejscu szczegółowych informacji biograficznych i bibliograficznych.
W świetle jego bogatej twórczości można wszak zapytać, czy Od Arystotelesa do Darwina i z powrotem – książka, która powstała jako jedna z ostatnich, nie znajduje jakiegoś usytuowania we wcześniejszych zainteresowaniach i badaniach Gilsona? Wydaje się, że tak. Przemawia za tym wiele argumentów. Przede wszystkim zaś może ten, że Gilson w czasie studiów słuchał H. Bergsona i uważał go za jednego z najwybitniejszych metafizyków, czego nigdy nie krył i umieścił o nim rozdział w swej książce. Słuchał też wykładów takich mistrzów jak L. Lévy-Bruhl i É. Durkheim, którzy w kwestii teorii ewolucji – wówczas bardzo modnej – mieliby niejedno do powiedzenia. Trudno też przypuszczać, by Gilson już w okresie międzywojennym nie rozważał darwinizmu i teorii ewolucji głoszonej przez Spencera. Wreszcie o wcześniejszym zainteresowaniu tematem mogłaby świadczyć również drobiazgowa analiza źródeł teorii ewolucji zaprezentowana w obecnej książce. Trudno przypuszczać, że zetknął się z nimi dopiero u schyłku życia.
Jest jeszcze jedna okoliczność, na którą pragniemy zwrócić uwagę. Gilson należy do wybitnych pisarzy francuskich nie tylko jako filozof i historyk filozofii, ale również jako wybitna postać w sensie literackim. Wspomniane wcześniej przyjęcie Gilsona do grona członków Akademii Francuskiej (1946) podyktowane było charakterem jego pisarstwa – w najwyższym stopniu wykwintnego i cennego dla kultury języka francuskiego. Jest rzeczą ogólnie wiadomą, że do Akademii zaproszono go ze względu na propagowanie pięknej francuszczyzny; dbałość o język i poczucie jego ekskluzywności jest nieodłączną cechą kultury francuskiej (już na poziomie szkolnym). Fakt jakości językowej tekstu był wyzwaniem dla tłumacza.
II
Celowym, jak sądzimy, będzie najpierw wyjaśnić brzmienie głównego tytułu Od Arystotelesa do Darwina i z powrotem, jaki przyjęliśmy dla polskiej wersji książki. Sądzimy bowiem, że tytuł Gilsona zawiera pewną sugestię, którą oddaje propozycja tłumaczenia. A więc dlaczego Arystoteles, dlaczego Darwin i co oznacza powrót? Chodzi tu o powrót do filozoficznych źródeł problemu. Wyjaśnienie nie jest proste.
Gilson, zanim przystąpił do rozważania ewolucji, sięga do postaci Arystotelesa. Arystoteles był niejako zwornikiem obiektywistycznej filozofii helleńskiej, którą w terminach jej rozwoju opisał (księga B Metafizyki), ale był też wybitnym naukowcem w zakresie nauk przyrodniczych w sensie niemal współczesnym. Jego rozprawy z dziedziny biologii (np. O częściach zwierząt) są w tłumaczonej książce szeroko cytowane, a filozoficzne podstawy wszelkiego naukowego poznania (teoria wyjaśniania poprzez przyczyny) są osią wiodącą w badaniach przyrodniczych. Nic dziwnego, bo jak mówi Gilson: „Arystoteles nie uważał się za uczonego […], ale jedynie za człowieka zorientowanego w wiedzy swoich czasów, jednak jest w tym zbyt dobry jak na gust dzisiejszych filozofów. Nawet ci spośród nich, którzy czytają Arystotelesa, jedynie w niewielkim stopniu interesują się jego filozofią natury”. Któż jak nie Arystoteles mógł stanowić swoiste prolegomena do podjętego umownie w książce problemu ewolucji. Gilson przywoływanych przez siebie autorów dzielił na filozofów i przyrodników. Arystoteles uosabiał obydwie kategorie. Późniejsze nauki szczegółowe i nauki o naturze wyłoniły się i były pierwotnie związane z filozofią wręcz metafizyczną. Kiedy zaczęły oddalać się od filozofii? Zdaniem Gilsona – wraz z nowożytnością (po Descartesie) i rosnącą dezaprobatą dla pojęć filozoficznych. Perspektywa Arystotelesowska stanowi dla Gilsona wstęp do rozważenia przemienności bytów ożywionych, jej celowości, słowem – ewolucji. Autor sugeruje, iż droga wyjaśniania w nauce zazwyczaj nie jest linearna; jest to nieustanne powracanie do źródeł wiedzy. Zanim jednak przejdzie do poglądów Darwina, umieszcza ciekawy rozdział o mechanicyzmie. Byt nieożywiony, rządząc się prawami fizyko-chemicznymi jest poniekąd mechaniczny, ale rzeczywistość bytu żyjącego nie wyczerpuje się w przemianach mechanicznych. Ten krótki rozdział jest bardzo ważny w ogólnym tenorze książki. Światem ożywionym rządzi, zdaniem Gilsona, celowość. Problem leży w jej rozumieniu. W poglądach Darwina kumulują się wcześniejsze rozważania przyrodników i filozofów bytu ożywionego, które powszechnie oceniano jako swoistą preambułę do teorii ewolucji. Chodzi zwłaszcza o klasyfikację, analizy zmienności i niezmienności gatunków, ich źródeł i charakteru, nie wyłączając bynajmniej choćby jedynie założonego ich charakteru celowego. Gilson, zmierzając wprost bądź nie-wprost do darwinowskiego The Origin of Species, ciekawie i wnikliwie bada te antecedensy u poszczególnych autorów (Linneusza, G.-L. Leclerc de Buffona, Th. Malthusa, J.-B. De Lamarcka). W świetle tych rozważań trzeba rozumieć podtytuł książki Gilsona: Szkic o pewnych stałych biofilozofii.
Gilson rozpoczyna swą książkę od znamiennej sugestii o różnych perspektywach w jakich obraca się ludzka wiedza – zwłaszcza naukowa. Pisze mianowicie, że głównym powodem niechęci wobec celowości jest „długotrwały związek z pojęciem Boga, stworzyciela i opatrzności”. Istotnie, pojęcie przyczyny celowej powstało w filozofii; Bóg, stworzyciel, opatrzność należą do teologii; pomieszanie perspektywy teologicznej z filozoficzną prowadzi do zamętu w nauce. Warto zwrócić uwagę na ten aspekt. Perspektywa teologiczna (czy szerzej – religijna) obecna od starożytności, którą – jak pisze autor – nie chce się zajmować (co nie jest dokładnie prawdą, gdyż – jak dostrzeże czytelnik – nie ma rozdziału, w którym by Gilson jakoś do teologii nie nawiązywał), perspektywa ściśle racjonalna, filozoficzna, reprezentowana w książce przez Arystotelesa, scholastykę i samego Gilsona, oraz perspektywa nauk pozytywnych, szczególnie obecna po średniowieczu, która do dziś, jako dominująca, doprowadziła do postępu technicznego i rozwoju materialnych zastosowań wiedzy. Absolutyzacja którejś z tych perspektyw prowadzi, zdaniem Gilsona, do nieporozumień. Istnieją one jakby odrębnie i są nieustannie konieczne. Są u źródeł, jak zaznaczyliśmy to w tytule książki, do których się powraca. Istnieją i inne perspektywy dla ludzkiej wiedzy, ale Gilson jedynie o nich nadmienia, ponieważ mają one charakter „pozanaukowy” (zdrowy rozsądek, potoczne doświadczenie, język spontaniczny i całe dziedziny poznania praktycznego). Można więc powiedzieć, że ocean ludzkiej wiedzy jest ogromny, a pływająca w nim góra lodowa to wiedza naukowa i racjonalna, substancjalnie nie różniąca się od oceanu (co zasugerował Christoph Cardinal Schönborn w przedmowie do From Aristotle to Darwin and Back Again[1]).
III
Podtytuł książki – Szkic o pewnych stałych w biofilozofii – chociaż wirtualnie mieści się już w tytule głównym, precyzuje w istocie zakres przedmiotowy i sens podjętych rozważań. Nadal chodzi o filozofię (i jej stałe), ale w odniesieniu do bytów żyjących, gdyż to ich w istocie dotyczy ewolucja w rozważanym aspekcie. W rozważaniach obecny jest również człowiek, ale obserwując analizy prezentowanych autorów akcent pada nie tyle na definicyjne i Arystotelesowskie cechy człowieka (rozum, inteligencja), co na konieczną i niezbywalną cechę ludzkiego poznania, jaką jest poznawanie poprzez pośredniki (wyobrażenia, idee, pojęcia). Do cech definicyjnych w większym stopniu nawiązuje sam Gilson. Natomiast autorzy przez niego omawiani bardziej posługują się wzorem ludzkiego poznania dla wyjaśniania celowości natury. Tak również postępował Arystoteles. Chodzi więc w istocie o możliwość dwojakiego ujęcia celowości. Raz jako wewnętrzna racja zmienności bytów ożywionych i wówczas wiąże się z formą, lub jako motyw zewnętrzny, odnajdywany w dziełach twórczości ludzkiej i szeroko opisywany, jak już wspomnieliśmy, w refleksji teologicznej. W tym ostatnim przypadku chodzi oczywiście o przyczynowość wzorczą (termin w książce nieużywany).
Umieszczone w podtytule książki stałe biofilozofii, którym Gilson poświęcił szósty rozdział, to zasady kierujące życiem organicznym i bytami ożywionymi, które jako takie nie należą już do biofilozofii jako nauki szczegółowej – należą do metafizyki bytu ożywionego. Raz jeszcze ukazuje się w istocie filozoficzny sens książki Gilsona. Do tych stałych-zasad w pierwszym rzędzie należy celowość, jako przyczyna wewnętrzna sprawiająca działanie i organizująca formę. Akcent na przyczynę celową jest najbardziej w książce wyeksponowany, ale wszystkie rodzaje przyczyn są poniekąd obecne. Po pierwsze dlatego, że finis est causa causarum, a ponadto pojawia się problem sprawczości, przyczyny materialnej, jaką jest organiczna forma bytu, czy przyczyny formalnej, zakwestionowanej przez Descartesa.
IV
Gilson słusznie tytułuje rozdział pierwszy „Arystotelesowskim prologiem”, a drugi – „Mechanistyczną niezgodą”. Pierwszy – nie tylko z powodu wymienionych wcześniej przyczyn, a zwłaszcza miejsca Arystotelesa w rozwoju nauk, lecz również dlatego, że Arystoteles miał na uwadze możliwość wyprowadzenia form ożywionych z możności materii, gdzie się znajdują wirtualnie. Był materialistą. Do dzisiaj rozważa się ten wątek. Drugi rozdział ujawnia dużą trudność w uznaniu celowości za ogólną zasadę bytu materialnego. Mechanicyści gdyby nawet uznawali celowość za powszechną zasadę bytu ożywionego, to i tak włączaliby do jego rozwoju przemiany mechaniczne, gdyż tego dowodzi doświadczenie, zarówno w odniesieniu do roślin, jak i zwierząt. Rozdział drugi jest więc swoistym wprowadzeniem do głównego i najobszerniejszego rozdziału pracy Gilsona, poświęconego celowości, w którym znajdujemy omówienie podstawowych aporii, jakie wiążą się z teorią ewolucji. A więc fiksizm czy transformizm; realne czy tylko nominalne istnienie rodzajów, gatunków, rodzin, odmian i rzędów; dostosowanie do warunków życia czy selekcja naturalna itd. Rekomendujemy czytelnikowi uważne przestudiowanie tego rozdziału, gdyż Gilson wyraża w nim swój własny pogląd, chociaż ukryty pod nazwiskami wybitnych osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych badaczy. Dopiero w świetle tych wstępnych rozważań rozwijany później problem realnej zmienności gatunków staje się zrozumiały, odkrywając w pełni główny temat książki, który umownie nazwaliśmy ewolucją. Nieobecność ewolucji oznacza tzw. fiksizm, a więc stałość i niezmienność nie tylko „nazw” gatunków, ale i stałość cech w ich obrębie. O ile stałość nominalną można by utrzymać jako swoistą abstrakcję lub twór umysłu poznającego, o tyle niezmienność cech trudno utrzymać, gdyż przeczą temu doświadczenia empiryczne, jak choćby fakt możliwości udomowienia. W gatunkach zmienia się wszystko: rozmiary, przyzwyczajenia itd. Wskazuje na to i paleontologia i nawet doświadczenie historyczne. Fiksizm jest określeniem stałości gatunków, rodzajów, rodzin, odmian itd., jest w biologii, botanice i zoologii podstawą klasyfikacji. Dlatego Gilson sięga do wielkich klasyfikatorów (zwłaszcza Linneusza). Co jednak z ewolucją?
Opinia powszechna przypisała pojęcie ewolucji do Darwina, który – jak mówiliśmy – odżegnywał się od niego. A Gilson pointował to wprost: „Darwinizm ewolucji nie należy do historii realnej, ale historii mitów. Jest to efekt zbiorowego przekonania, przejętego następnie przez prasę, środowiska intelektualne i polityczne, i zaspokajającego wszelkiego rodzaju zapotrzebowania, jakie z tym są związane”.
Za właściwego twórcę ewolucji uważał się Spencer, czemu Darwin nie przeciwstawiał się zbytnio. Spencer znalazł dla siebie miejsce właśnie w trzecim rozdziale. Na oczywiste paradoksy dosłownego rozumienia ewolucji wskazuje Gilson, posługując się przykładem Malthusa. Ewolucja musi likwidować słabych, ludzi również.
Aby zrozumieć ewolucję, trzeba wyjaśnić celowość – centralne pojęcie u Gilsona – a to jest niemożliwe bez filozofii.
Poglądy Henri Bergsona, które zauroczyły Gilsona w młodości, znalazły się oczywiście w panteonie zwolenników ewolucji (Ewolucja twórcza). Właściwa ocena poglądów Bergsona nigdy nie była łatwa, a sam autor budzi kontrowersje. Trzeba też starać się zrozumieć Bergsona przez pryzmat ogółu jego wybitnych dzieł. Gilson wskazuje na to, ale skupia się na dwóch w zasadzie wątkach, których rozważenie proponuje czytelnikowi. Po pierwsze, bardzo schematyczne pojmowanie rozumu i inteligencji, a przez to samo apoteozę intuicji, oraz bardzo enigmatyczne i w sumie niewiele mówiące określenie życia (elan vital). Gilson podkpiwa sobie nawet z Bergsona pisząc, że w plotyńskim schemacie emanacyjnym umieścił życie przed rozumem, ukochanym synem Jedni.
Interesujący jest kończący książkę Aneks II, zatytułowany „Darwin w poszukiwaniu gatunku”. Przychodzi na myśl zarzut, stawiany niegdyś filozofii scholastycznej, że sprowadzała metafizykę do problemu uniwersaliów. Gilson przypomina ten zarzut i komentuje: „wprawdzie nie sprowadza do problemu uniwersaliów, ale filozofia problem ten musi rozwiązać”.
V
Na zakończenie krótkiego omówienia treści warto wymienić kilka centralnych pojęć, które nieustannie przewijają się w książce jako wyzwanie. Chodzi o znane i wręcz obiegowe pojęcia jak: scjentyzm, redukcjonizm, natura; o ewolucji mówiliśmy wystarczająco.
Czy nauki szczegółowe można uznać za jedyny wartościowy i „naukowy” rodzaj poznania? A tak twierdził radykalny filozoficzny scjentyzm i materializm.
Redukcjonizm, którego źródłem jest być może stary, jeszcze Arystotelesowski modus docendi – wyjaśnianie musi przebiegać od rzeczy znanych do nieznanych – bynajmniej nie oznacza, by to, co nieznane mogło być wytłumaczone przez to, co znane, a tym bardziej być podstawą związków przyczynowych. Tymczasem redukcjonizm w nauce ociera się o takie fałszywe rozumienie.
Pojęcie natury nie da się również zawęzić do jednej dziedziny ludzkiej wiedzy. Występuje w filozofii, gdzie związane jest z formą rzeczy. Ale są również inne sensy – potoczny, który wiąże to pojęcie z oczywistością i istotą zjawisk, czy w naukach przyrodniczych, gdzie utożsamia się z przyrodą. Ma więc różne konotacje w różnych dziedzinach wiedzy, dlatego absolutyzacja bądź ideologizacja któregoś z rozumień byłaby błędem.
Książka Étienne Gilsona stwarza czytelnikowi okazję nie tylko do pogłębienia swej erudycji w kwestii zmienności bytu związanej z ewolucją, ale i do własnych przemyśleń. Gilson jako naukowiec ukrywa się za poglądami omawianych postaci. Ale i dla niego analizy zdają się być źródłem własnych refleksji, a Gilson niekiedy wręcz naśmiewając się z niektórych omawianych poglądów, nigdy autorów, bohaterów swej opowieści o ewolucji, nie lekceważy i jakby docenia. Żartując z poglądów Buffona, dla którego osioł to zdegenerowany koń, po namyśle dodaje, że przynajmniej Buffon nie uważał tego za prawdę naukową. Trzeba więc zachęcić do „przestudiowania” tej książki, chociaż nie jest łatwa. Mnóstwo w niej przypisów, cytatów i wątków tematycznych. Zachętą może być świetne pióro autora i jego dystans zrodzony z kpiny nad niedorzecznością.
Krzysztof Jan Wroczyński
[1] Zob. Christoph Cardinal Schönborn, Foreword, w: E. Gilson, From Aristotle to Darwin and Back Again: A Journey in Final Causality, Species, and Evolution, Notre Dame: University of Notre Dame Press, 1984, s. IX–XXII.
WSTĘP
Pojęcie celowości jest bez szans. Jednym z głównych powodów niechęci, jakiej jest ono przedmiotem, jest jego długotrwały związek z pojęciem Boga, stworzyciela i opatrzności. Już w Memorabiliach (I 4, 5–7), Ksenofont przypisywał Sokratesowi pomysł, że pojęcia w umyśle człowieka nie mogą być dziełem nikogo innego jak rozumnego demiurga, jako tego, który – jak u Platona w Timajosie – według tych idei stworzył świat. Od tamtej chwili dowód z celowości na istnienie Boga nie mógł już opuścić teologii. Czy to przez niechęć wobec pojęcia Boga, czy przez pragnienie uchronienia naukowego wyjaśniania przed wszelkimi zakusami teologicznymi – byłaby to teologia naturalna – bądź wreszcie przez związek tych dwóch motywów, reprezentanci tego, co można by nazwać scjentyzmem, zgadzają się na usunięcie dzisiaj pojęcia celowości.
Nie mamy wcale zamiaru dyskutować o scjentyzmie. Jest on rozwiązaniem nie dopuszczającym w żadnym porządku żadnego rozstrzygnięcia jakiegokolwiek problemu, który nie byłby precyzyjnie przedstawiany przez rozum i weryfikowalny przez obserwację. Zadaniem niniejszej rozprawy nie jest uczynienie z celowości pojęcia naukowego, takiego, jakim ono nie jest, ale ukazanie, że jest ono filozoficzną nieuchronnością i przez to samo jest jakąś stałą w biofilozofii, czy też filozofii życia. Nie będzie to zatem dotyczyło teologii; jeśli jest celowość w naturze, teolog ma prawo oprzeć się na tym fakcie, aby wyprowadzić z niego wnioski, które jego zdaniem z tego płyną, dotykając istnienia Boga, ale istnienie celowości w świecie będzie przedmiotem czystej refleksji filozoficznej, która nie będzie miała żadnego innego zadania, jak tylko potwierdzić bądź zaprzeczyć realność celowości. Niniejsze dzieło nie będzie mówiło o niczym innym jak o tym, czy rozum, interpretując doświadczenie zmysłowe, potwierdza czy zaprzecza istnieniu celowości w naturze? Nie jest pewne, by każda prawda dotycząca natury była naukowo wyjaśnialna; ona nie jest taka tym bardziej, że rozum bez możliwości wyjaśnienia nie mógłby nic wartościowego powiedzieć na temat tego, co sugeruje doświadczenie. Tak rozumiane istnienie celowości naturalnej wydaje się być jedną ze stałych filozoficznych, które można jedynie domniemywać, a w historii mają ogromną żywotność. Filozof, który zajmuje się takim problemem, doświadcza nieustannych wątpliwości co do swych kompetencji naukowych w sprawach, którymi nauka jest bezpośrednio zainteresowana. Jest więc dla niego wielką satysfakcją spotkać niekiedy jakiegoś biologa świadomego istnienia i natury problemu filozoficznego, jaki stawia organizacja bytów ożywionych. Pozwolimy sobie zatem zacytować świadectwo Lucien Cuénot z Akademii Nauk na temat tego istotnego elementu, będącego przedmiotem naszej książki: „Im głębiej wnika się w determinizmy, tym bardziej relacje się komplikują; i ponieważ ta komplikacja prowadzi do jednoznacznego wniosku, że najmniejsza zmiana może zaszkodzić, stąd rodzi się nieuchronnie myśl o zabarwieniu finalistycznym; jestem przekonany, że jest ona niepojmowalna, nie do wyjaśnienia, że jest to wyjaśnianie ciemnego przez jeszcze ciemniejsze, ale jest konieczne; idea ta jest o tyle bardziej konieczna, o ile lepiej poznaje się determinizmy, gdyż nie można obejść się bez nici wiążącej splot wydarzeń. Nie dziwi więc wiara w to, że oko jest po to, aby widzieć”.
Różnymi drogami niniejsze dzieło dojdzie do tego samego wniosku. Ktoś powie więc, czyżby nie był to wniosek oryginalny? Nie, on jest jedynie prawdziwy i może być użyteczny dla jednoczesnego przypomnienia, jaki jest filozoficzny i naukowy bon ton w rzekomych sprzecznościach. Można przeczytać w Cahier de Notes Claude Bernarda: „Nauka jest rewolucyjna”. Jestem głęboko przekonany, że filozofia taka nie jest.
- Zmarł prof. dr hab. Włodzimierz Bernard Tyburski - 17 lutego 2026
- Everything Evolves: From Cells to Cell Phones - 17 lutego 2026
- Teologia i Wszechświat – Michał Heller - 12 lutego 2026
